Antyspam
› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
ROENTGENA-01-02-do-30-06

Aleja Kasztanowa

A A A
Aleja Kasztanowa

Gdybyśmy przenieśli się w rejon dzisiejszych Kabat do czasów Warszawy Króla Stasia, Powązki, Marymont, czy Mokotów leżałyby poza obrębami stolicy.

Belweder i Łazienki, stanowiłyby południowe rogatki Warszawy. Dzisiejszą ulicą Nowoursynowską biegł stary szlak książąt mazowieckich do starszej niż Warszawa warowni książąt mazowieckich – Czerska (pocz. VII w.), zwany Traktem Czerskim. Przebiegał obok roszczącej sobie prawo do najstarszej na Mazowszu parafii św. Katarzyny na Służewiu założonej w 1238 roku (sam kościół istniał wcześniej, jeszcze w XI wieku), a z Czerska dalej przez Lublin na Ruś, na północ zaś przez Warszawę nad Bałtyk. w Jeziornie do Traktu Czerskiego dołączała inna droga pocztowa - dzisiejsza ulica Przyczółkowska.

Mniej więcej w rejonie dzisiejszej ulicy Puławskiej biegł inny trakt, oba łączyły się w okolicach Góry Kalwarii. Od kiedy w 1891 roku wybudowano kolej wilanowską dzisiejsza ulica Nowoursynowska straciła wymiernie na znaczeniu. W rejonie dzisiejszego Pałacu Natolin funkcjonował drewniany pałacyk myśliwski Bażantarnia - zbudowana w 1780 roku przez hrabiego Augusta Czartoryskiego, późniejszy Natolin (modernizowany od 1806). Funkcjonował także Dwór Kabaty, ale nie udało mi się go dokładnie zlokalizować.

Przy ulicy Nowoursynowskiej znajdowała się wieś Wolica, której drewniane pozostałości do dziś znajdziemy, a dalej oczywiście Służew. Obecnie przy ulicy Nowoursynowskiej oprócz siedziby Centrum Europejskiego Natolin, usytuowanej w Rezerwacie Park Natoliński znajdziemy zabudowania i pola SGGW, zresztą tędy podążali studenci na zajęcia, pamiętnym autobusem 104 kursującym z Wolicy do al.Wilanowskiej. Obecnie mieści się tu Klinika Koni im. prof. Józefa Kulczyckiego, ma powierzchnię ok. 3 tys. m kw., dwie sale operacyjne dla koni, 50 stanowisk do leczenia stacjonarnego, cztery laboratoria, oprócz tego jest bieżnia do prób wysiłkowych (jak rozumiem dla koni…), stajnia i pawilon do hipoterapii. Działa tu Oddział Warszawski Polskiego Towarzystwa Hipoterapeutycznego. Na polach Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, uprawiane są rośliny ciepłolubne, które aklimatyzują się w naszym klimacie, zza płotu dobrze widać makaronową dynię warszawską, dynię pyzę oraz melony.

Warto pamiętać o wielowiekowych tradycjach spacerując po kocich łbach ulicy Nowoursynowskiej, może znajdziemy jakieś towary zgubione przez kupców średniowiecznych? Pozostałością po tamtych zamierzchłych czasach jest ostaniec Puszczy Mazowieckiej, dąb szypułkowy, pomnik przyrody Dąb Mieszko, który liczy sobie wg dendronologów około 600-700 lat (tabliczka informacyjna podaje wiek 1000 lat) i jest jednym z najstarszych drzew w Polsce. Na wysokości 1,3 m obwód jego pnia wynosi aż 840 cm! 120 skatalogowanych pomników przyrody znajduje się także na terenie Parku Natolińskiego, w tym aleja kilkusetletnich dębów, choćby z tego powodu warto Natolin zobaczyć!

Poniżej mapa okolic Warszawy z 1794 roku.

Fot. Małgorzata Raczkowska, http://www.krajoznawcy.info.pl/a-wsi-wolica-juz-nie-ma-6952

Kabaty

Poniżej widzimy wieś Kabaty na pocz.XIX wieku.

Źródło: http://konstancinjeziorna.blox.pl/tagi_b/464302/Jeziorna-Krolewska.html

Rozciągała się ona po lewej stronie dzisiejszej ulicy Relaksowej na skraju skarpy wiślanej. Alei Kasztanowej w 1794 roku jeszcze nie było, choć wiejska droga łącząca wieś Kabaty z wsią Moczydło - już istniała. Opiszmy więc po krótce historię tych dwóch osad. Na mapie F. Karpowicza z około 1914 roku dworu Kabaty już nie ma (poniżej), ale wyraźnie widać już al. Kasztanową.

Źródło: http://powsinoga1.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?475408

Wzmianki o wsi Kabaty pojawiają się w kronikach w 1386 roku, zaś Warszawa została założona jako gród książęcy w 1294 roku (wcześniej istniało kilka innych osad wchodzących w skład dzisiejszej stolicy, jak Bródno (od IX w.), czy Jazdów XII/XIII w., w 1413 roku stolicę Mazowsza przeniesiono z Czerska do Warszawy. Możemy więc śmiało powiedzieć, że Kabaty są prawie tak stare jak sama Warszawa!

Malowniczo położone na skarpie wiślanej pociętej jarami Kabaty - w średniowieczu aż do XVI wieku należą do rodziny Ciołków. Andrzej Ciołek, chorąży płocki, otrzymuje w 1386 r. prawo chełmińskie od księcia mazowieckiego Janusza I dla wsi Kabaty. To właśnie jego pamięci poświęcony jest głaz znajdujący się u wejścia do alei Kasztanowej od strony alei KEN. Upamiętnia on jego pielgrzymkę do Santiago de Compostela, w średniowieczu jednego z 3 popularnych celów pielgrzymek - oprócz Ziemi Świętej i Rzymu – gdzie znajdował się grób apostoła Jakuba, o czym czytamy w następujących słowach: "W roku 1404 Andrzej Ciołek, rycerz, podkomorzy i starosta sandomierski, właściciel dóbr Kabaty, odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostela w dalekiej Hiszpanii, torując drogę wzajemnemu poszanowaniu i przenikaniu kultur Europy”. Być może był bardzo pobożny albo miał za co pokutować, ale na pewno musiał zabrać ze sobą muszlę z hiszpańskiego wybrzeża, która była uważana za dowód odbycia tak dalekiej wyprawy.

Andrzej Ciołek ponoć dowodził jedną z chorągwi podczas bitwy pod Grunwaldem. W 1410 roku Elżbieta Ciołkowa uzyskuje zgodę na powstanie parafii w Powsinie. Co było łatwiejsze dzięki temu, że syn Andrzeja Ciołka – Stanisław był biskupem poznańskim, wielkim poetą, uczonym, kanclerzem u Władysława Jagiełły.

W 1580 r. wieś Kabaty liczyła 4 łany (ok. 70 ha). Została zniszczona podczas najazdu Szwedów. W XVII w. przejęli je Piekarscy, zaś w XVII w. przeszła na własność Elżbiety Sieniawskiej z Lubomirskich. W 1720 roku kupuje dobra wilanowskie, to ona dobudowuje skrzydła do Pałacu w Wilanowie. W 1721 roku rozpoczyna zaś budowę dworu Kabaty, ale w trosce o ochronę lasu, drewno każe sprowadzać aż z Nieporętu! W 1827 roku Kabaty, należące do parafii Powsin liczą 17 domostw i 177 mieszkańców, zaś w 1879 roku – 33 domy. W 1864 wieś włączono do gminy Wilanów. W 1905 w Kabatach było 38 domów i 319 mieszkańców, w 1921 - 59 domów, 397 mieszkańców. Po pierwszej wojnie światowej istniało zaś letnisko (8 domów), jakich było kilka wokół Warszawy. W 1951 roku wraz z Wilanowem Kabaty zostały wchłonięte przez Warszawę.

Fragment Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego z 1879 roku.

Nazwa Kabaty pochodzi od wierzchniej części odzieży w XV-XVII w. – kabat oznaczał kurtkę, kaftan ze skóry np. łosia lub zamszu podbitej podszewką lub futrem, czasem obramowanej aksamitem, z rękawami lub bez. Etymologicznie wywodzi się z j.ukraińskiego (zapożyczone z kolei z perskiego – od słowa „käba” oznaczającego "płaszcz"). Ponoć Sobieski w Kabatach osiedlił kilkuTurków spod Wiednia, co tłumaczyłoby lepiej tę nazwę.
Współczesna historia Kabat datuje się od 1989 roku, kiedy to zasiedlono pierwsze bloki przy ulicy Rosoła.


Dom przy ulicy Gąsek 78b, źródło: http://warszawawobiektywie.waw.pl/2009/06/kabaty-slady-przeszlosci/

Moczydło

Dzisiejsze osiedle Kabaty obejmuje swoim zasięgiem dawną wieś Moczydło wzmiankowaną pierwszy raz w 1528 roku (należała do parafii św.Katarzyny), powstałą przy drodze do Jamielina (dzisiejszy Stary Imielin). Zapiski podają, że w latach 1580-1658 wieś obejmowała 1/2 łana (ok.9 ha), a w 1661 liczyła 5 domów. W 1725 roku Moczydło oraz Wolicę kupiła od dotychczasowych właścicieli - Dąbrowskich - Elżbieta Sieniawska z Lubomirskich (ta sama, która pięć lat wcześniej zakupiła dobra wilanowskie wraz z Kabatami). Była to mała osada – w 1775 roku liczyła 5 domów, w 1827 - 7 domów i 80 mieszkańców, w 1905 roku – 20 domów i 146 mieszkańców.

Nazwa Moczydło sugeruje podmokły teren – i rzeczywiście obecnie znajdziemy tu dwa stawy. Moczydło ma tradycje hippiczne, bo to właśnie tutaj w XIX wieku hodowano świetne konie na potrzeby toru na Polu Mokotowskim, a w okresie międzywojennym - Służewieckich Wyścigów Konnych. Tutaj uczyła się jeździć młodzież z towarzystwa. Ale tereny te mają znacznie starszą historię, na terenie Moczydła I Lasu Kabackiego znaleziono krzemienne narzędzia do obróbki skóry sprzed 6 tys. przed Chrystusem.

Aleja Kasztanowa

Po opowiedzeniu historii Kabat i Moczydła docieramy wreszcie do Alei Kasztanowej, która je łączy. Kasztanami kazał tę wiejską drogę obsadzić w 1815 roku car Aleksander I. Nie byłoby pewnie w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie przebiegał tędy żaden znaczący szlak. Dodajmy jeszcze, że ponoć kasztanowce miały w momencie zasadzenia dość duże rozmiary, aby ukrywać agentów carskich chroniących przejazdu cara. Ewidentnie była to więc droga ewakuacyjna, ucieczkowa, pomyślana jako wyjście awaryjne, częściowo biegnąca przez las (główny trakt na Ruś przebiegał – przypomnijmy - ulicą Nowoursynowską). Dodajmy, że car właśnie dopiero „odzyskał” obszar Polski, bo niepodległe dzięki Napoleonowi Księstwo Warszawskie (1807-1815) zostało na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego wcielone do Rosji jako Królestwo Polskie. Czego obawiał się więc car, który w stosunkach z Polakami wykazał się tak dużą zapobiegliwością?

Uchodził za władcę dość liberalnego, Królestwo miało własną konstytucję, sejm, wojsko. Polskę car zdołał odwiedzić 9 razy, w tym zjawił się na sejmie w 1820 i na kolejnym, tuż przed swoją śmiercią w 1825 roku. W opinii Rosjan stanowczo za dużo podróżował do naszego kraju. Nie wiemy czy korzystał z Alei Kasztanowej, nie wiemy, czy dokonano na niego zamachu, dopiero w czasach powstania styczniowego Polacy podjęli udokumentowane 3-krotne nieudane próby zamachów na namiestników carskich: Fiodora Berga, Aleksandra Wielopolskiego oraz wielkiego księcia Konstantego – brata cara Aleksandra II. Sam car Aleksander I uważany był za dość liberalnego, zwłaszcza w stosunku do jego następców, choć wg opinii Polaków, ofiarowywał nam zbyt mało, wg Rosjan – zbyt wiele. Kasztany przy Alei Kasztanowej być może niejedne kuluarowe rozmowy słyszały…


aleja Kasztanowa, fot. Wikipedia.org

Dziś niektóre okazy drzew mają około 200 lat i 40 metrów wysokości - dzielnie walczą z larwami motyli: szrotówkami kasztanowcowiaczkami. Rosną tu także inne gatunki, jak: głóg jednoszyjkowy, grusza pospolita, potężne topole białe czy dąb szypułkowy. Spacerując Aleją Kasztanową po prawej stronie dostrzeżemy zagłębienia – to wyrobiska po kopaniu gliny m.in. używanej do wyrobu cegieł dla potrzeb budowy Pałacu w Natolinie. Bogate i wykorzystywane złoża gliny znajdowały się także na przedpolach Wilanowa, czy za wsią Kabaty. Jeszcze do niedawna można było spotkać tam spacerujące bażanty. Za drzewami widnieją zabudowania parafii Bł. Władysława z Gielniowa (polski poeta, pieśniarz średniowieczny – zm. w 1505 r.). Wzdłuż Alei Kasztanowej ciągnie się ulica Kazimierza Jeżewskiego (zm.1948 r.) – warto wiedzieć, że był to polski pedagog i działacz oświatowy, pomysłodawca rodzinnych domów dziecka tzw. Gniazd Sierocych. Znajdziemy tu także ślady wspaniałej romantycznej historii rodziny Karniewskich z czasów powstania styczniowego, co upamiętnia drewniany krzyż z 1864 roku i jego replika z 1909 roku postawiona przy ulicy Rosoła, ale o tym za chwilę. Rodzina Karniewskich, co widać na poniższej mapie z 1932 roku, miała tu swoje sady, to stąd pochodziły słynne antonówki półfuntówki, do dziś hodowane są stare odmiany jabłoni, a także ponad 70 odmian pelargonii balkonowych – duma p. Marii Karniewskiej. Drewniany dworek znajdujący się na terenie gospodarstwa ogrodniczego został ponoć przeniesiony przez protoplastę rodu Karniewskich - Jana Malczyńskiego - z Wierzbna ok.1820 roku (informacja za „Dziedzictwo. Zielony świat Ursynowa", Warszawa 2004).

zdjęcie przedstawiające ulicę Nowoursynowską z archiwum rodzinnego Państwa Zbigniewa i Iwony W.

Na koniec oddajmy głos wspomnieniom mieszkańców dzisiejszego Ursynowa, którą cytuję za portalem http://tubylam.com.pl/?p=859

„Jest taka tradycja, że co roku idzie tędy (Aleją Kasztanową) procesja w ostatni dzień oktawy Bożego Ciała. Po drodze, do usypanych w poprzednich latach kopczyków, wkłada się buteleczki z fragmentem Ewangelii. Ostatnio to wykopali, żeby sprawdzić, z którego roku są najstarsze buteleczki i odkryli , że to już kilkaset lat." „Tu moje dzieci przychodziły się bawić – wtrąca pani Ewa – ale latał tu taki facet i się rozbierał, to powiedziałam, żeby tu więcej nie przychodziły.” (…)

Przechodzimy na drugą stronę alei KEN, gdzie znajduje się kamień z tablicą. „W roku 1404 Andrzej Ciołek herbu Ciołek, rycerz, podkomorzy i starosta Sandomierski, właściciel dóbr Kabaty odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostela…” - „Tak, to ten Ciołek, który brał udział w bitwie pod Grunwaldem!” – wykrzykuje pani Danusia. Z tego by wynikało, że w XV wieku nazwa Kabaty już funkcjonowała, ale pani Ewa zna inną hipotezę wyjaśniającą pochodzenie tej nazwy: „Sobieski, jak wracał spod Wiednia, wziął paru Turków ze sobą i tu im dał ziemię. A że oni nosili takie kapoty, to stąd nazwa Kabaty.” Pani Danusia potwierdza, że rodzina jej męża, która mieszka w tych stronach z dziada pradziada, ma korzenie tureckie. „Oni rzeczywiście mają taką ciemną karnację.” (…) „Tu była kiedyś cegielnia, wydobywali glinę z tych dołów – pani Danusia wskazuje na zadrzewione rowy. – Jeszcze je widać, choć teraz to wszystko zarosło. Ja tu chodziłam na grzyby, tu można było przyjść i cały kosz leśnych grzybów nazbierać. A teraz to psy sikają i już niewiele co rośnie. (…) Tędy hrabina Potocka jeździła bryczką dwukonną. Panowała tu taka dziwna aura. Mówiło się, że straszy, ukazywała się biała dama albo zając niepostrzeżenie wyskakiwał z zarośli i konie rwały do galopu jak szalone. (…) „Tutaj mieszkają Karniewscy – pani Danusia pokazuje mi białą willę. – Oni tę ziemię dostali po Powstaniu Styczniowym. Z tym wiąże się piękna historia. Otóż hrabia Potocki w czasie powstania szykował potajemnie broń i carskie wojsko odkryło ten spisek. Karniewski, zarządca jego dóbr, wziął całą winę na siebie. Jak się teraz nazywa ta funkcja?” Administrator? – zgaduję „No, taki administrator. I za karę uwięzili go w Cytadeli, żeby potem go wywieźć na Sybir. Jeszcze w tym więzieniu wziął ślub z Cecylią, która miała mu towarzyszyć na zesłaniu. Ale hrabia wykupił go od Rosjan i podarował mu ziemię w dowód wdzięczności. Potem na pamiątkę tego wydarzenia Karniewski wzniósł krzyż.” „Ale ten Karniewski to już chyba tu nie mieszka?” – domyśla się pani Ewa. „No nie, nie. Bo to było w XIX wieku.” „Oni tu teraz mają szklarnię, córka ma kwiaciarnię na Kabatach. Rozkręcili taki biznes rodzinny. Korty tenisowe dzierżawią od nich ziemię. Ten stary drewniany dom obok ich domu, to jeszcze z tamtych czasów, ale już teraz mieszkają obok, w nowym.” „Chyba sporo pieniędzy zarabiają na tej dzierżawie? – domyślam się. „No, tak. Taka ziemia to jest wielkie bogactwo – potwierdza pani Danusia. Siadamy sobie na ławce na skraju alei, tuż przy Rosoła. „Przy Rosoła rosły jabłka, kosztele, papierówki, renety – już dzisiaj nie sprzedaje się takich odmian, są inne”. Pani Danusia wyciąga książkę „Sześć wieków parafii powsińskiej” wydaną w 2010 roku. Za zakładki do książki służą jej święte obrazki i kartki z kalendarza z przepisami kulinarnymi. Wśród tych pierwszych jest podobizna Bł. Władysława z Gielniowa. Pani Danusia kartkuje książkę i pokazuje zdjęcia. „O, to są te kopczyki, które się usypuje podczas procesji”. Autorzy publikacji piszą, że niegdyś celem tych procesji idących Aleją Kasztanową było poświęcenie pól Kabackich. Rozkłada mapę z 1818 roku, na której widać, że kiedyś Parafia Powsin miała pod sobą także wieś Kabaty i wieś Natolin. A Wolica i Grabów już należały do parafii Służew (…). Wchodzimy na teren Kościoła, mijamy dwa pomniki – patrona bł. Władysława z Gielniowa z uniesionym krzyżem („to także patron Warszawy”) i Węgra Janosa Esterhazy’ego – męczennika komunizmu. Na tyłach budynku zbudowano klatki dla egzotycznych ptaków, po chodniku chodzą pawie. Fauna kwitnie niesamowicie we wszystkich kolorach tęczy. Nowy proboszcz parafii stoi oparty o ścianę jednego z budynków gospodarczych i rozmawia z ogrodnikiem. „Może chce pani zapytać go o ten ogród?” – pyta mnie pani Ewa. „Jak mi panie pomogą, to chętnie.” „Tak, my znamy proboszcza, odwiedza nas w klubie na Wielkanoc i na Boże Narodzenie – odpowiada i dziarskim krokiem podchodzi do ubranego w czarne spodnie i białą koszulę duchownego. „Niech będzie pochwalony. Księże proboszczu, tu dziewczyna robi taki projekt o Ursynowie i jest ciekawa, skąd zamiłowanie u księdza do ogrodu, do zwierząt?” „Jakich mam parafian, taki ogród muszę tu tworzyć” – odpowiada proboszcz dyplomatycznie. To ksiądz sam o to dba? – pytam. „Nie, to pan Jacek się tym wszystkim opiekuje.” (…)

Pani Danusia wyciąga kartkę z listą rzeczy, które sobie zapisała, żeby nie zapomnieć mi o nich opowiedzieć. „Że straszyło koło dębu, że wychodziła biała dama w nocy. To powiedziałam – odhacza. – Że procesje były w oktawie Bożego Ciała, o jeździe bryczką, o cegielni, o Turkach, o grzybobraniu… też. A! Tu w parku były lisy, daniele, sarny. Druga sprawa – patrole wojskowe chodziły wokół Natolina, wojsko przywożono ze Służewa przy fortach. A jeszcze mój mąż mówił, że Potoccy byli troskliwymi gospodarzami Wilanowa i okolic". (…) Dochodzimy do dębu Mieszka i przyglądamy się stalowym obręczom, spinającym potężne konary drzewa. „Te obręcze robił Kowal, on już nie żyje. Miał tu niedaleko swój warsztat, tam gdzie dziś jest stacja naprawy aut na Nowoursynowskiej” – pokazuje pani Danusia. „A ten mur – wskazuje pani Ewa na podmurówkę parkanu okalającego Park Natoliński – to był słynny mur, który pokazywali w serialu Alternatywy. On do dzisiaj tu stoi. To Bierut kazał go wybudować.” „Ale najgorzej było za Gierka – dodaje pani Danusia. – Tu zawsze były bogate tereny, taka wysoka kukurydza tu rosła, pasły się dorodne krowy. Tu był luksus. I Gierek chciał tę ziemię dla swoich. Jakby on dłużej porządził, to by nas stąd wyrzucili”. „Był taki film – potwierdza pani Ewa – ktoś go wykradł i krążył w Podziemiu. Na tym filmie jest pokazane, jak on mówi do tych swoich, żeby nie bogacili się tak jawnie”. „Tu te domy – wskazuje pani Danusia na szeregowce ciągnące się po naszej lewej – to wszystko dawne PZPR. ”Zbliżamy się do stajni. „To też Kowal robił, ten sam co obręcze na Mieszka – pani Danusia wskazuje na metalowy krzyż w kształcie konaru drzewa, stojący po lewej stronie, kilkadziesiąt metrów przed stajnią. - Najpierw był drewniany, a potem zrobili metalowy. (…)

autorka: Agnieszka Marianowicz-Szczygieł

http://lufcik.info