Antyspam
› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
A1-TrzejMuszkieterowie(4)-od-21-09-do-07-11-2017

Tak powstawał Ursynów

A A A
Tak powstawał Ursynów

Legenda głosi, że 8 stycznia 1977 roku na Ursynów wprowadziły się pierwsze rodziny. Nic bardziej mylnego! Stało się to już w grudniu 1974 roku. Styczeń'77 stał się jednak symbolem zasiedlania przyszłej dzielnicy, bo odwiedził ją wtedy… sam I sekretarz PZPR Edward Gierek!

Towarzysz Gierek pojawił się w towarzystwie towarzysza Karkoszki, architektów i budowniczych Ursynowa oraz kamer filmowych w okolicy bloków przy ul. Puszczyka. Są to dzisiejsze bloki nr 2, 4, 5. Gierkowi podobało się nowe osiedle. - Muszę powiedzieć, że sam układ budynków jest ładny - mówi „Pierwszy”. - I dobrze, że nie wszędzie pchacie się do góry, wiecie, trzeba trochę tych niższych domów też - dodawał Edward Gierek. Po odwiedzinach w mieszkaniu pokazowym i wymianie zdań na temat wielkości ówczesnym M, towarzysz Gierek skonstatował: - Budujecie na lata, chodzi o to, żeby ci, którzy będą tu mieszkali za 20-30 lat, nie mówili o was źle…

(źródło: Youtube - kanał użytkownika "drosiczka")

Chwilę po wizycie towarzysza Gierka swoje klucze do mieszkania w bloku przy Puszczyka 5 otrzymuje pracownik kombinatu budowlanego - Wacław Oświt. To jednak tylko legenda. Wg prof. Marka Budzyńskiego - architekta Ursynowa Płn. pierwsi mieszkańcy wprowadzili się do bloku przy ul. Wiolinowej już w grudniu 1974 roku. 

Ale cofnijmy się w przeszłość. Jak doszło do powstania w tej części wielkiej Warszawy, nowego osiedla?

Pod koniec lat 60-tych ogłoszono konkurs na projekt ogólny pasma Ursynów-Natolin, które miało być  „dzielnicą przyszłości”. Jak donosi w 1975 roku „Stolica”, w konkursie zwyciężyły dwie prace - warszawskiego zespołu pod kierunkiem inż. arch. Stefana Putowskiego oraz prof. arch. Witolda Cenckiewicza z Krakowa. Pracownia Urbanistyczna Warszawy wg tych prac określiła szczegółowe wytyczne dla całego pasma ursynowsko-natolińskiego. Wydzielono aż 7 elementów tego pasma - osiedla Ursynów Północny i Południowy, Natolin Północny i Południowy, teren nadskarpowy i teren zachodni, przeznaczony w części dla Instytutu Onkologii i Hematologii a częściowo pod obiekty obsługi technicznej pasma. 

plan Ursynowa Płn, Natolina, Ursynowa Zach. - wg koncepcji architektów - źródło: "Stolica"

W 1970 roku SARP ogłosił kolejny konkurs - tym razem na projekt architektoniczny pierwszego osiedla - Ursynów Północny. Pierwszą nagrodę zdobył zespół Ludwika Borawskiego, który w trakcie prac zmarł. Szefem architektów został Marek Budzyński. W 1973 r. na potrzeby osiedli przygotowano tereny o pow. 1015 ha - głównie z wywłaszczeń. Inwestorem pierwszych bloków była dyrekcja inwestycji spółdzielczych na zlecenie spółdzielni "Politechnika".

Nowa wizytówka Warszawy miała być miastem w mieście wielkości Torunia czy półtorej Nowej Huty. Docelowo miało zamieszkać tu 140 tysięcy ludzi w kilku 40-tysięcznych osiedlach. Pomiędzy dość luźno rozlokowanymi blokami miały powstawać centra społeczne i usługowe - szkoły, kilkanaście żłobków, 7 dużych przychodni zdrowia, kompleks handlowy z kinem, aż dwa szpitale.

„Stolica” z lipca 1977 roku tak opisywała zamysł na Ursynów: 

Koncepcja Ursynowa zasadza się na organizacji zabudowy w formie osiedlowych uliczek pieszych. Przy nich są domy, sklepy, szkoły. (…) Pierzeje i powierzchnia tych uliczek tworzą gigantyczną rzeźbę i w niczym nie przypominają kanionów miejskiej zabudowy. 

- Dla usług przyjęte zostały wysokie wskaźniki powierzchniowe. Na Ursynowie Północnym na jednego mieszkańca przypadać będzie docelowo w zakresie handlu i gastronomii przeszło jeden metr kwadratowy powierzchni usługowej - zachwycała się „Stolica”. Z planów niewiele wyszło - pomiędzy blokami powstało niewiele sklepów i zakładów usługowych.

Marek Budzyński - architekt Ursynowa Północnego był wtedy pod dużym wpływem rozwiązań wdrożonych w Danii. W projektowaniu tamtejszych osiedli pomagali socjologowie, bo chodziło nie tylko o zapewnienie miejsca zamieszkania, ale także stworzenie tkanki społecznej, zintegrowania mieszkańców wokół szkół, sklepów, domów usług, które ulokowane będą w środku każdego z osiedli.

źródło: "Stolica", 1976 r.

Centralną arterię zespołu osiedli Ursynów-Natolin stanowi ulica Komisji Edukacji Narodowej, nazywana dotychczas roboczo Nowo-Bukowińską. Arteria ta o parametrach ruchu przyspieszonego, pobiegnie od Kabat w pobliżu centrów osiedli Natolin Płd., Natolin Płn. i Ursynów Płn., łącząc się w rejonie Dworca Południowego z ul. Puławską. Będzie ona niejako ulicą Marszałkowską, skupiają na swym ciągu wiele różnorodnych usług - opisywała śmiałe plany „Stolica” w 1975. Ostatecznie al. KEN powstała dopiero po zakończeniu budowy metra - w latach 90-tych a jej przedłużenie - dekadę później.

Wróćmy jednak do budownictwa. Władzom PRL zależało na pobiciu rekordu świata w powstawaniu nowych mieszkań. Głód własnych M był ogromny. Podczas wspomnianej wizyty Edwarda Gierka na budowie Ursynowa, wyraził on troskę o metraż i standard budowanych lokali. - 

- No, no, no będzie trzeba zrewidować tę wielkość mieszkań, w górę będzie trzeba iść, jak się chce forsować model rodziny polskiej 2+3, to trzeba jednak więcej…

- Dzięki Waszym decyzjom skoczyliśmy w ciągu roku z 45 do 54 metrów - mówi kierownik budowy.

- Widzicie, to jest tak - dzisiaj to może wystarczyć, a za 5 lat ludzie powiedzą - co, tylko 50 metrów? - odpowiadał Gierek.

- Po 80. roku powierzchnia musi być dalej podniesiona - odzywa się tow. Karkoszka.

Mieszkania mimo sporego metrażu i tak były uznawane za ciasne i źle rozplanowane. Sporo miejsca w większych lokalach zajmowały korytarze - oczywiście kosztem pokoi. Największy problem był jednak z samą ich budową. Szło to jak po grudzie. Budynki przy Puszczyka i Wiolinowej zamiast w rok były kończone w dwa-trzy lata. A ponieważ budowane były z kiepskich materiałów, to i przyszli lokatorzy nie byli za bardzo usatysfakcjonowani… Dziennikarze zwracali uwagę, że na budowę bloków może i pieniądze były, natomiast przeszarżowano z budżetem na wykończenie. Na to środków brakowało. Stąd wielokrotnie zdarzały się sytuacje, że prawie skończone bloki stały puste, bo nie miały wyposażenia. Inwestor oddawał wtedy takie bloki przyszłym lokatorom i ich zakładom pracy, by same wykończyły sobie lokale. 

Zajrzyjmy jeszcze raz do tygodnika „Stolica”:

Dostając przydział mieszkania, lokatorzy tak są zafascynowani swoim M-ileś tam, że zupełnie nie dostrzegają wad, usterek i niedokładności w wykończeniu. Dopiero po pierwszym okresie euforii, a już w trakcie meblowania, dochodzi do konfrontacji idealnej wizji z rzeczywistością. Nie wszystko zgadza się z wymarzonym obrazem - to pierwszy etap. Po urządzeniu wnętrza i zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu zaczyna się zwracanie uwagi na otoczenie - sklep za daleko, chodniki rozkopane, itp. 

źródło: "Stolica"

W swojej relacji o tym jak mieszkają na Ursynowie „pionierzy” już w 1979 roku - dwa lata po przeprowadzce - Marta Filipczak pisze ("Stolica" 1979):

Zrobienie zakupów w jedynym wówczas sklepie mieszczącym się „w autochtonicznym” zachowanym zresztą do tej pory ceglastym budynku poprzedzała w słotę trudna wyprawa, połączona z brnięciem po kolana w błocie i ryzykiem upadku na glinianym pagórku. Z kolei kiedy świeciło słońce, spacery z dzieckiem w kierunku pobliskich dzikich łączek wymagały poruszania się po szlakach wozów ciężarowych, których kierowcy mieli inne zmartwienia, niż np. troska o to by nie obsypać dziecięcego wózka brudnym pyłem. Samochody naszych znajomych wielokrotnie „nocowały” tuż pod domem, tkwiąc w glinie po osie, zaś znajomi, którym uciekło ostatnie „192” (kwadrans po 23:00), także, tyle że w mieszkaniu. Taksówkarze starali się unikać jazdy na Ursynów, lękając się o resory, o kurs  powrotny, a czasem również o to, że zabłądzą. Druga taryfa obowiązywała przez pół roku już od wysokości wyścigów konnych. Sklep zaopatrzony tylko w najbardziej podstawowe artykuły żywnościowe (te wieczne kłopoty z mlekiem dla dziecka!), żadnych punktów usługowych, brak apteki, żłobka, przedszkola i szkoły…

Autorka nie może się nadziwić, że na tak dużym osiedlu (30-40 tysięcy ludzi) nie ma poczty, domu towarowego, przychodni zdrowia, szkoły średniej, kina i restauracji. Chwali jednocześnie kluby mieszkańców powstałe na Jarach. Są tam pralnie, barki, punkty opieki nad małymi dziećmi, a nawet sauny! Na osiedlu jest też tzw. Dom Rodzinny, miejsce z zapleczem kuchennym i jadalnym gdzie można zorganizować uroczystości rodzinne.

Smutny obraz Ursynowa przynosi późniejszy felieton - z 1983 roku zamieszczony w „Stolicy”. Krytykuje on założenia planistyczne osiedli ursynowskich, nazywając je „zbiorowiskiem samotnych rodzin”:

Projektanci zaplanowali oczywiście, wszystko co należy (…) ale nie rozdzierali szat, gdy szkoły, przychodni czy domu nie wybudowano w porę. Nie mówiąc już o kinach czy teatrze. Gdy z roku 1976 na 1977 wprowadzali się tu pierwsi mieszkańcy, nikt łącznie z tymi mieszkańcami, nie podniósł krzyku, że wzdłuż pustynnego pasa przyszłej alei Komisji Edukacji Narodowej, nie ruszyła jeszcze budowa metra, choć już wtedy było wiadomo, że (…) stanie się ono niebawem bezwzględną koniecznością. (…) Dzisiejszy Ursynów jest właśnie takim osiedlem zawiedzionych marzeń i zawiedzionych marzycieli. Nic więc dziwnego, że trudno im się uformować we wspólnotę i nadal stanowią w lwiej swojej części samotne zbiorowisko rodzin - pisze w "Stolicy" Wojciech Roszewski w felietonie na temat Ursynowa A.D. 1983.

Takie to było życie w początkach Ursynowa... Macie swoje wspomnienia?