REKLAMAA1-PizzaSANGIOVANNI-01-03----31-03-2020
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ7 stycznia 2020, 13:07 komentarzy 13

    (AŁ)

    Bez niego Ursynów byłby inna dzielnicą. Marek Budzyński, urbanista i architekt. To spod jego ręki wyszedł cały Ursynów Północny. W jego wizji nie miał być zwykłym blokowiskiem, a samodzielnym fragmentem miasta. Dziś ocenia na ile się to udało.

    Zdecydował Pan o podjęciu się tak odpowiedzialnego i zarazem wielkiego dzieła, jakim było zaprojektowanie nowej dzielnicy, pracując w Danii. Co skłoniło Pana do porzucenia kariery na Zachodzie?

    Większa kariera w Polsce. W 1971 r. kończyłem w Danii drugi rok pracy, kiedy dostałem list. Umarł Ludwik Borawski szef zespołu, który wygrał konkurs na projekt Ursynowa Północnego dla 38 tysięcy mieszkańców. Zostało dwóch bardzo zdolnych młodych architektów, którzy nie mieli uprawnień do samodzielnego projektowania - Andrzej Szkop i Jerzy Szczepanik-Dzikowski, który wówczas jeszcze nie ukończył studiów. Napisali do mnie list,  prosząc o kierowanie zespołem. Dołączyli też rysunek wizji Ursynowa, dzięki której wygrali konkurs architektoniczny. Zgodziłem się pod warunkiem, że wszystko zaczynamy od nowa, według zasad „koncentracji liniowej”.

    Czyli?

    W 1968 roku w zespole siedmiu architektów brałem udział w konkursie zorganizowanym przez Ministerstwo Budownictwa. Mieliśmy pokazać, czy z elementów produkowanych przez fabryki domów można zbudować całe miasto. Podeszliśmy do tego bardzo poważnie. Zależało nam, aby przestrzeń miejska była dostosowana do rzeczywistości społecznej, przyrodniczej i technicznej. Tak powstała „koncentracja liniowa”, w jej myśl projektowaliśmy "miasto w mieście". Zarówno wtedy, jak i teraz uważam, że to opracowanie było nie tylko polskim, ale i światowym wybitnym osiągnięciem.

    Na czym polegało nowatorstwo tego rozwiązania?

    Przede wszystkim, w sposób autentyczny tworzyło syntezę ówczesnych urbanistycznych myśli i osiągnięć humanistycznych oraz technicznych. Jako pierwsi zaczęliśmy w urbanistyce stosować pojęcie "Natura i Kultura". Do dziś jest ono podstawą mojej pracy.

    Koledzy zgodzili się na stworzenie od zera koncepcji Ursynowa i wrócił Pan do Polski...

    Początkowo tylko na próbę, ale zaproponowano mi stanowisko generalnego projektanta, to była wtedy najwyższa pozycja dla architekta. Mój jedenastoosobowy zespół składał się, o czym wówczas nie wiedziałem, z dzieci osób bardzo dobrze ustawionych w strukturach partyjnych. Był między innymi Piotrek Wicha, syn ministra spraw wewnętrznych, Andrzej Szkop, syn wiceministra oświaty. Wszyscy mieli solidne zaplecze rodzinne, aczkolwiek jako grupa młodych i niezależnych ludzi była opozycjonistami w stosunku do rodziców.

    Buntowali się?

    Klasycznie. Włodek Witaszewski był synem słynnego generała Kazimierza Witaszewskiego, znanego jako "gazrurka" (od gazrurek, którymi należałoby, jego zdaniem, bić tzw. rewizjonistów - dop. redakcja). Ojciec rozpędzał młodzież podczas protestów przed Politechniką, w tym... własnego syna. To są sprawy, których, powiem to ze wstydem, wtedy nie zauważałem. Przyjechałem realizować ideę „koncentracji liniowej” i skupiłem się, by zespół sprawnie pracował. Duch jaki wtedy panował w zespole, przekonanie, że projektujemy coś niezwykłego stanowił największe spoiwo.

    powyżej: spacer z Markiem Budzyńskim po północnym Ursynowie, zorganizowany w ramach III Festiwalu Otwartych Mieszkań, przez warszawski oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Spacerowicze w miejscu zaprojektowanym przez prof. Budzyńskiego - w kompleksie budynków przy Pasażu Ursynowskim

    Współpracował Pan nie tylko z architektami.

    W socjalizmie też wszystko było podzielone na branże, ale architekci, inżynierowie, instalatorzy pracowali w jednym biurze, pod zwierzchnictwem wykonawcy. To było trudne. Współdziałanie wielu profesji w kształtowaniu przestrzeni dla potrzeb życia pozwoliło na Ursynowie zastosować koncentrację liniową. Wówczas nie mówiło się o tym pięknie, ale o tym, że mamy tak przestrzeń zorganizować, żeby całe życie dobrze się w niej toczyło. Na Ursynowie Północnym podstawową ideą było zrównoważenie miejsc pracy i zamieszkania, czyli zbudowanie miasta w mieście.

    Co jest charakterystyczne dla tej idei?

    Jednoczesność realizacji wszystkich funkcji miasta. Jego funkcji w odpowiednich relacjach. Na Ursynowie zaprojektowaliśmy to jako jedna przestrzeń z trzema ciągami. Pieszy, wzdłuż niego budowano wszystkie obiekty oraz ciąg komunikacji kołowej i ciąg zieleni. Udało się to zrobić na Jarach. Te ciągi tworzą sieć ulic wzajemnie się krzyżujących, prowadzących do stacji metra, powiązane z ciągiem handlowo-usługowym.

    Potrzebne były też żłobki, przedszkola szkoły...

    Byłem w Danii w okresie reformy tamtejszej oświaty, gdy wróciłem do Polski, na początku lat 70-tych, tu też pracowano nad zmianami. Profesor Szczepański zaimplementował moją propozycję. Prosty duński schemat. Przedszkole połączone z czterema klasami szkoły podstawowej, potem szkoła podstawowa do 10-tej klasy i dwuletnia ponadpodstawowa. W 1977 r. pierwsza szkoła elementarna połączona z przedszkolem powstała na Ursynowie przy ulicy Puszczyka 6. Problem polegał na tym, że wówczas żyło tu już ponad 30 tysięcy ludzi.

    Idea rozminęła się z socjalistyczną rzeczywistością...

    To była dramatyczna sytuacja. Brak metra, ogromne problemy z komunikacją, wszędzie błoto i zamiast dwunastu, jedna szkoła. Partia zrezygnowała z reformy, nowy dyrektor dostał zadanie umieszczenia w ursynowskiej szkole jak najwięcej dzieci. W rezultacie uczyły się na cztery zmiany, ostatnia zaczynała się chyba o 18:00.

    Ten czas wspominam jako coś przerażającego. Jedzie jakiś smok, coś buduje i choć szanowano nasz projekt, nie mam na to wszystko żadnego wpływu! Domy powstawały z prefabrykatów, wymagających ogromnych dźwigów, ciężkiego transportu. Wielkie naczepy samochodowe ciągnięte przez traktory jeździły nad budowaną podziemną infrastrukturą. Pamiętam, jak zdenerwowany dyrektor budowy nakazał zasypać wykop, a były tam już ułożone gołe rury ciepłownicze, żeby mógł przejechać transport prefabrykatów. Absolutny absurd! Inna historia... Siedzimy w baraku, są dziennikarze i jeden z obecnych dygnitarzy partyjnych melduje, że budynek numer taki a taki stoi, choć jeszcze nawet wykopów pod niego nie było!

    powyżej: jeden z rysunków pasażu handlowo-usługowego w koncepcji "koncentracji liniowej". Większość z tych założeń pozostała na papierze

    Powoli jednak sytuacja się zmieniała.

    Żyło tutaj około 30 tysięcy ludzi i to oni zaczęli wywierać presję, wielu miało wpływowe kontakty. Na Ursynowie jako pierwsi otrzymali mieszkania ludzie w jakimś sensie znaczący dla ówczesnego układu politycznego. Nie tylko partyjni, ale dużo wojskowych, z MSW, bardzo dużo artystów, naukowców. Owszem mieli mieszkania, ale nie mogli kupić bułki, bo nie było sklepów. Tak wyglądały pierwsze dwa lata, potem sytuacja zaczęła się zmieniać, były nie tylko sklepy, ale też zbudowano drogi, pojawiły się autobusy, a po latach metro.

    Kilka miesięcy temu mieszkańcy ul. Puszczyka 18A walczyli o ocalenie przed wycinką starej akacji. Mówili, że specjalnie dla tego drzewa przesunął Pan w projekcie blok, bliżej ul. Surowieckiego. Tak było?

    Tak, zespół to zrobił. Ursynów był budowany na zasadzie współdziałania natury i kultury. Ważna była przestrzeń dla życia, a rośliny są w niej konieczne. Wszystkie domy miały być obsadzone bluszczem, żeby były żywe i różniły się od siebie. Po latach zdecydowano o ociepleniu budynków i trzeba było tę zieleń zerwać. To jest zrozumiałe, ale grunt, z którego wyrastały rośliny został niestety zabetonowany. Wówczas pierwszy raz przekonałem się, że ludzie w bardzo dużym stopniu nienawidzą zieleni, ona przeszkadza, liście spadają, ptaki śpiewają. Słowem, same kłopoty.

    Projekt zakładał powstanie miasta w mieście, ale przez długie lata Ursynów był nazywany sypialnią Warszawy. Bolało to Pana?

    Tak, i to bardzo. Program zakładał wdrożenie wszystkich funkcji niezbędnych do życia w mieście, łącznie z miejscami pracy. Niestety zbudowano tylko mieszkania, parę sklepików i trzy szkoły.

    Dzielnica ma już ponad 40 lat, a mieszkańcy nowe problemy. Jednym z nich jest brak miejsc parkingowych...

    Ursynów Północny był projektowany jak na tamte czasy perspektywicznie, z niesłychanym wyprzedzeniem - że będzie 150 samochodów na tysiąc mieszkańców. Niestety nie zostały zrealizowane wszystkie zaplanowane parkingi wielopoziomowe, tymczasem dzisiaj w Warszawie mamy 700 samochodów na tysiąc mieszkańców, a na Ursynowie może więcej. To spowodowało, że wewnętrzne osiedlowe uliczki zamieniły się w parkingi.

    Jest jeszcze problem z grodzeniem. Coraz więcej osiedli stawia szlabany, słupki, zamyka się przed innymi.

    My stawialiśmy na otwartą strukturę przestrzeni miejskiej. Naszej, wspólnej, a nie tylko mojej. Mówiąc tylko "moje", nie ma miasta!

    powyżej: początek lat 80. XX wieku, jeszcze bez alei KEN. Widok na budujący się Dom Sztuki, za nim (żółte parterowe budynki) tymczasowe pawilony handlowe. Marek Budzyński nie pozwolił, by postawić je wgłąb osiedla, chciał mieć pewność, że znikną, dlatego umieścił je na środku przyszłej alei KEN - wspominał współprojektant Ursynowa, architekt Włodzimierz Witaszewski, autor zdjęcia.

    Ciekawa jestem Pana opinii na temat obecnego wyglądu i funkcjonalności alei KEN. Brał Pan udział w jej projektowaniu.

    Około 1979 roku, gdy kończyło się wielkie budowanie, w miejscu alei była ogromna pustka zwana „dziurą”, wypełniona resztkami z budowy. Początkowo miała tam być dwujezdniowa droga z czterema pasami ruchu w każdą stronę. Szerokość między liniami zabudowy wynosiła 110 metrów. Ja załatwiłem zlecenie na projekt obudowy al. KEN. Zaprojektowaliśmy dwie jezdnie  po 7 metrów, miało być też wiele akcesji utrudniających przejazd, a co za tym idzie tranzyt przez Ursynów. Miała to być lokalna droga. Realizację utrudniał jednak wybudowany ogromny wodociąg i zbliżenia ulicy do jezdni nie dało się zrealizować. W pierwotnym planie było też prawie 30 wieżowców przy al. KEN, nie tylko mieszkaniowych, ale z powierzchnią biurową. Nie dało się ich zbudować ze względu na ówczesną strukturę konstrukcyjną. A teraz nikt nie ma woli.

    Przy al. KEN stoi też inne Pana ursynowskie dzieło, kościół Wniebowstąpienia Pańskiego.

    W 1980 roku przyszedł do mnie proboszcz, ks. Tadeusz Wojdat.  Zlecił mi zaprojektowanie kościoła, poprosił też o pomoc w znalezieniu lokalizacji. W naszych planach nie było działki pod budowę kościoła. Wprawdzie był wielki teren, który się nadawał, ale zaczęto tam już budować pierwszy element ciągu usługowo-handlowego, czyli targowisko. Opatrzność boska spowodowała, że w sąsiedztwie zamieszkał wpływowy członek partii i nie chciał mieć targowiska przed swoimi oknami. Dzięki temu działka została przeznaczona pod budowę kościoła.

    W marcu dostałem zlecenie, ale projektowanie mi nie szło, brakowało weny. Wreszcie w sierpniu 1980 roku wyjechałem z synem na Hel. Tam w namiocie dużo pracowałem i wróciłem do Warszawy z gotowym pomysłem. Dziś plac, który jest przy kościele uważam za swoje największe osobiste osiągnięcie. On świetnie funkcjonuje, pełni wszystkie funkcje placu miejskiego w kategoriach historycznych, a to oznacza, że projekt był dobry.

    powyżej: 1981 rok, teren budowy kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego, arch. M. Budzyński, źródło: Parafia Wniebowstąpienia Pańskiego

    Jak ocenia Pan Ursynów z perspektywy mieszkańca. Dobrze się tutaj żyje?

    To zależy komu. Dla mnie, starszego pana z rodziną, małymi dziećmi to idealne miejsce. Trudno sobie wymyślić lepsze. Jest dość gęsto, a jednocześnie dużo zieleni. Większość elementów obsługujących podstawowe potrzeby jest dobra. Brakuje miejsc pracy, do których trzeba jeździć poza dzielnicę.

    Dziękuję za rozmowę.

    Marek Budzyński - architekt i urbanista, profesor nauk technicznych. Autor i współautor wielu projektów m.in. Zakładów Azotowych we Włocławku, osiedla Ursynów Północny, kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego przy al. KEN, zespołu mieszkaniowego SBM Ursynów (ul. Herbsta 2-Pasaż Ursynowski 7/9), gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie, gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, Opery i Filharmonii Podlaskiej, kampusu Uniwersytetu w Białymstoku.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 121

    • 95
      BARDZO PRZYDATNY
    • 7
      ZASKOCZONY
    • 13
      PRZYDATNY
    • 2
      OBOJĘTNY
    • 0
      NIEPRZYDATNY
    • 1
      WKURZONY
    • 3
      BRAK SŁÓW

    13Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~zwykły obserwator 13 2 miesiące temuocena: 50% 

      Ciekawe, wydaje się, że w zrealizowano także duże tereny zielone wewnątrz osiedli. Od paru lat sabotażyści Burmistrza spieniężają te gruntu pod deweloperke... Znają się na dywersyjnej robocie. A KEN niedługo w ścieżkę rowerową zamienią, likwidują zatoczki a nawet marzą o ruchu tylko dla autobusów przy przystankach, np. przy Bażantarni będzie przecięta w dwóch miejscach. A neurobiałki przeszczęśliwe, zatrute merceryzmem uwierzą Burmistrzowi we wszystko, jak im powie, że 2+2 = 3 to będą przekonani, że tak było zawsze, a gdy za tydzień 3,5 to też kupią.

      Edytowany: miesiąc temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~nimem 12 2 miesiące temuocena: 60% 

      Piekne slowa i opisy, ale to co powstalo jako Ursynow nie jest miastem i nie ma cech miasta. Jest osiedlem o charakterze miejskim. Tworem jaki masowo powstawal w ZSRR: bloki, a w ich sasiedztwie obiekty zaspakajajace tylko podstawowe potrzeby ludu pracujacego: sklep, edukacja, osrodek zdrowia, aaa i dom kultury jako listek figowy. Koniec. Miasto postaje dopiero gdy ludzie tworza spolecznosc. Alby tak sie stalo potrzeba przestrzeni publicznej, ktora laczy mieszkancow. Od starozytnej Grecji to agora, potem rynek, ulica handlowa, itd. Do dnia dzisiejszego Ursynow nie posiada takiej przestrzeni. Nie powstaja wiec wiezi miedzy mieszkancami. Ponadto miasto ma obiekty kultury, sportu, rekreacji. Ursynow nie ma sie czym chwialic, choc obiecnie jest lepiej niz gdy powstawal ten projekt. Itd., itp. Blokowisko w zieleni nie jest miastem. W Danii burzy sie je bez zalu.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~UrsynowskiGad 11 2 miesiące temuocena: 29% 

      Dobre, KEN z czterema pasami ruchu w każdą stronę! Co by nie mówić, jednak PRL-owscy planiści mieli rozmach, dzisiaj aktywistom miejskim marzy się KEN jak na dolnym zdjęciu :)

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 2 5 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Light 10 2 miesiące temuocena: 100% 

      "miało być też wiele akcesji utrudniających przejazd, a co za tym idzie tranzyt przez Ursynów. " Ot plany a dziś walczą o tranzyt

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~H 9 2 miesiące temuocena: 73% 

      Przestrzen do zycia i zielen. To w moim przypadku jest bardzo wazne. Place zabaw i drzewa, trawniki dla dzieci sa bardzo istotne. I najlepsze jest to ze na ursynowie nie na jak tego zabudowac bo sa odppwiednie odleglosci pomiedzy istniejacymi budynkami z wielkiej plyty.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 8 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Kronik 8 2 miesiące temuocena: 100% 

      Realia temu przeczą. Ursynów jest na potęgę psuty, przez kolejne inwestycje deweloperow. Przywołana już skandaliczna inwestycja Zakątek Cybisa jednak się zmieściła między stare bloki, jak zresztą wiele innych. Zagęszczanie trwa w najlepsze.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 17 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Kazur 7 2 miesiące temuocena: 91% 

      Podobnie wygląda inwestycja miejsca pt. żłobek publiczny przy Kazury. Według pierwotnych planów wewnątrz osiedla miał powstać budynek dla 70 dzieci. A na tej małej przestrzeni obecne władze dzielnicy zleciły budowę piętrowego molocha na 150-200 dzieci, o wysokości prawie 12,5 m (sięga do 3 piętra sąsiednich bloków zasłaniając jakikolwiek widok....). Zamiast kawałka zieleni jest sam beton oraz regularna droga dojazdowa obstawiona samochodem w miejsce ciągu pieszo-jezdnego. Taki projektowy absurd i masakra dla okolicznych mieszkańców po oddaniu do użytku...

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 10 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Yy 6 2 miesiące temuocena: 100% 

      Nie jest tak zle, popatrzcie na kabaty albo wilanow. Mimo wszystko jest duzo miejsca i zieleni. Wszystkiego nie da sie zabudowac.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~ADAM2020 5 2 miesiące temuocena: 85% 

      Gratulacje Profesorze! Niestety teraz różne "psuje" niszczą Pana dzieło (przykład bankrut Włodarzewska SA i Zakątek Cybisa, projekt zatwierdzony przez nieudolnych urzędników warszawskiego Ratusza).

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 17 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Kabaty zielone 4 2 miesiące temuocena: 80% 

      Wyrazy uznania dla Pana Profesora. Wielka szkoda, że projekt Świątyni Opatrzności Bożej nie został zrealizowany i powstało coś architektonicznie niezbyt fajnego (najdelikatniej mówiąc), zaś projekt Profesora był zachwycający.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 12 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Ursynowianin 3 2 miesiące temuocena: 100% 

      Ciekawa rozmowa. Przy okazji, zdjęcie budowanego Domu Sztuki wraz z okolicą na pewno nie pochodzi z połowy lat 80. Musi być kilka parę lat starsze. Po pierwsze, gotowy Dom Sztuki zaczął działalność w 1984 r. Po drugie, bloki przy ul. Stokłosy, na zdjęciu ciągle niewykończone (widać otwory bez okien?), zasiedlono chyba w 1980-1981 r., co implikuje datę zrobienia zdjęcia.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~UrsynowskiGad 2 2 miesiące temuocena: 100% 

      Racja, zresztą widać już poprawiono opis. A zdjęcie w ogóle jest niezłe, przez prawdziwą zimę trudno uwierzyć, że to nie jest na Syberii tylko dzisiejsze metro Ursynów.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 2 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Ursynowianin 1 2 miesiące temu

      Dziękuję Redakcji za poprawę opisu, staranne dziennikarstwo zawsze cieszy.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.3056 sekundy
    REKLAMAA2-DESEROWNIA--20-03---19-04-2020