REKLAMAA1-AUCHAN-01-04----30-06-2019
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ16 marca 2019, 08:05 komentarzy 7

    Marta Siesicka-Osiak

    napisz maila ‹
    moje artykuły ‹
    Wesołe miasteczko w miejscu dzisiejszego parku im. JP II w 1989 r.

    Wesołe miasteczko w miejscu dzisiejszego parku im. JP II w 1989 r. (Aleksandra Szpigiel/ursynow.org.pl)

    W odpowiedzi na artykuł „Dzieciństwo na budowie. Opowieści chłopaków z Ursynowa”, zgłosiły się do nas czytelniczki – dziewczyny z Ursynowa – chętne podzielić się swoimi wspomnieniami. A one też potrafiły nieźle narozrabiać!

    Wszystkie bohaterki do dziś czują się z naszą dzielnicą bardzo związane, mieszkają tu lub wpadają w odwiedziny. Wspominają zabawy na trzepaku, rozbite głowy i cygańskie tabory. Zresztą, sami posłuchajcie...

    Marta i jej sekrety na końcu świata

    Marta zamieszkała na Ursynowie na początku lat osiemdziesiątych, jako trzylatka. Rodzina wprowadziła się do trzypiętrowego bloku, co sprzyjało integracji sąsiedzkiej. Z dzieciakami z klatki dziewczynka spędzała czas po szkole głównie na podwórku. Dziś z sentymentem wspomina zabawy na trzepaku, placu zabaw czy przy ujęciu wody, które ratowało życie okolicznych mieszkańców w czasie awarii.

    - Jako że w tamtych czasach dzielnica była mało rozwinięta, chodziliśmy na działki czy pod Las Kabacki na wyprawy. Pamiętam, jak zrywało się polne kwiatki do bukietów, które zanosiło się mamom, czy plecenie z nich wianków – opowiada Marta i dodaje, że w tamtych czasach infrastruktury prawie nie było, więc w okolicy jej bloków robiło się „sekrety” w ziemi.

    Z koleżankami organizowała pogrzeby martwym owadom, wspinała się na drzewa i płoty.

    - Można było też spotkać dzikie zwierzęta z okolicznego lasu, które przychodziły do okolicznych śmietników w poszukiwaniu jedzenia. Człowiek miał wrażenie, że mieszkał na końcu świata – mówi.

    Zabawy na podwórku na Żabińskiego. Po drewnianych placach zabaw zostały wspomnienia i zdjęcia. fot. Piotr Klonowski/ursynow.org.pl

    Lata dziewięćdziesiąte to jej czasy wczesnoszkolne i okres intensywnego rozwoju dzielnicy. Powstała wtedy szkoła na Hirszfelda, do której uczęszczała znaczna część dzieciarni z okolicznych bloków.

    To był czas pierwszych miłości, przyjaźni, przygód. Grało się wtedy głównie w karty, organizowało się podchody, czy grało w gumę, w klasy i w noża. Bawili się wszyscy razem – i chłopcy i dziewczynki. Rozrabialiśmy równo, próbowaliśmy robić pod blokiem ognisko korzystając z podebranych z domów zapałek, biliśmy się, kłóciliśmy

    - opowiada Marta.

    Najfajniejsza zabawa, którą pamięta, miała miejsce, gdy robotnicy rozkopywali rury koło jej bloku.

    - Nie zważając na niebezpieczeństwo, czołgaliśmy się w dole pod przekopami czy obrzucaliśmy grudkami ziemi. Kiedy postawiono płot odgradzający plac budowy szkoły podstawowej, chętnie przechodziliśmy po nim, ponieważ było to takie ekscytujące. A najbardziej wtedy, kiedy trzeba było uciekać przed psem stróża! – wspomina.

    W pamięci ma też „pogaduszki” z koleżanką z bloku, które odbywały się… za pomocą kaloryfera. - Wystarczyło wezwać ją na rozmowę waląc w rurę kaloryfera i krzycząc dość głośno. Najprawdopodobniej nasze pogaduszki słyszał cały pion – śmieje się dziś Marta.

    Dzisiaj nadal mieszka na Ursynowie i mówi, że trudno byłoby się jej odnaleźć w innej dzielnicy. Co wg niej różni dzisiejszych mieszkańców od tych z dawnych lat? To, że dziś żyjemy w ciągłym biegu, na nic nie mamy czasu. Kiedyś z sąsiadkami się plotkowało przy cieście czy kawie, wszystkie mamy były dla dzieciaków ciociami, a ojcowie wujkami, rodzice byli ze sobą na ty.

    - Dzisiaj raczej spotykamy się ze swoimi znajomymi z pracy czy szkoły wyższej, niż z sąsiadami. Nie twierdzę, że nie mam miłych sąsiadów – wręcz przeciwnie. Są wyrozumiali i serdeczni, zwłaszcza w stosunku do mojego synka. Ale są to znajomości powierzchowne i raczej nic nie wskazuje na to, żeby w moim przypadku miało się to zmienić. Może gdy moja pociecha wejdzie w wiek nawiązywania znajomości, będę miała okazję nawiązać jakąś bardziej zażyłą relację z którąś z mam – podsumowuje.

    Wolna przestrzeń Basi

    Basia urodziła się na Ursynowie Północnym w 1983 roku. Nie pamięta dzielnicy w budowie, za to pamięta ten niezabudowany świat dzieciństwa, pełen łąk, pól i pagórków.

    - W mojej pamięci są pola w miejscu dzisiejszego parku im. Jana Pawła II, to były prawdziwe łąki i to tuż za domem. Pamiętam jak przyjeżdżało tam wesołe miasteczko i chyba cyrk – opowiada.

    Kiedy już mogła wychodzić sama na dwór, miała obowiązek „meldowania się”. – Nie było wtedy oczywiście telefonów, więc żeby mama była spokojna, raz na jakiś czas dzwoniłam domofonem (lub darłam się pod oknem) z hasłem „mamo, melduję się” – mówi Basia.

    Jeden z placów zabaw na Ursynowie Północnym. fot. Aleksandra Szpigiel/ursynow.org.pl

    Wspomina, że raczej nie była łobuziarą, choć na drabinkach, których teraz nie spotyka się na placach zabawach fikała niezłe koziołki. – Pamiętam, jak na placu zabaw, który był niedaleko Domu Sztuki – teraz jest tam parking, spadłam robiąc fikołka i grzmotnęłam głową w betonową posadzkę przy drabince. Ocknęłam się na kolanach jakiejś kobiety, a potem poszłam dalej się bawić. Rodzice chyba do tej pory o tym nie wiedzą – mówi.

    To, czego brakuje jej na dzisiejszym Ursynowie to ta możliwość swobodnego „wybiegania się”. – Z moją najlepszą przyjaciółką spędzałyśmy godziny na górkach, na których obecnie stoją bloki przy al. KEN. Tam była trawa, kwiaty, krzaki, w których można było robić kryjówki. Teraz strach puścić dziecko na dwór, bo po osiedlach zasuwają samochody. To dla mnie smutne, że maluchy nie mają tej naszej swobody – podsumowuje.

    Indianie i Cyganie na Ursynowie

    Monika, podobnie jak Marta sprowadziła się na Ursynów mając 2-3 lata, na początku lat 80. Pierwsze wspomnienia mam z podwórka i  drabinek, na które dzieci chodziły często same w wieku 5-6 lat.

    - Zabawy były różne np. w Indian, bo miałam „wigwam” i go wynosiliśmy na podwórko. Najbardziej lubiliśmy te nieszczęsne płyty betonowe i hałdy niedaleko Pileckiego, mimo że nie były zbyt stabilne i było tam pełno gruzu, szkła i metalowych prętów - opowiada. - Zimą zjeżdżaliśmy na sankach z górki miedzy Miklaszewskiego i Marco Polo, nawet jak było więcej błota, niż śniegu – dodaje.

    Wspomina też wyprawy na działki za Pileckiego, których już nie ma - powstało tam osiedle. - Już jako nastolatki zapuszczaliśmy się czasem do starej kotłowni, która teoretycznie była zamknięta, ale łatwo było się tam dostać – mówi.

    W pamięci zapisały jej się wizyty taboru cygańskiego na osiedlu. - To była dla nas wielka atrakcja w połowie lat 80-tych – dodaje.

    Chociaż od ponad 20 lat mieszka zagranicą, wraca na Ursynów zimą i w wakacje, a wiele przyjaźni zawartych przez nią w dzieciństwie przetrwało do dzisiaj.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 116

    • 89
      BARDZO PRZYDATNY
    • 3
      ZASKOCZONY
    • 11
      PRZYDATNY
    • 8
      OBOJĘTNY
    • 1
      NIEPRZYDATNY
    • 2
      WKURZONY
    • 2
      BRAK SŁÓW

    7Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~Anebla 7 2 miesiące temuocena: 100% 

      za Lecler było wielkie boisko gdzie chłopcy mogli grać w piłkę a wieczorami paliliśmy ogniska. Podobnie słynna Wolica. Chodziliśmy piechotą na jeziorko w Powsinie przez skarpę, kto teraz by puścił swoje dziecko na taką wyprawę?!. Całymi dniami bawiliśmy się na podwórku, grając w podchody, pikuty i piłką na hydroforach. Wspominam z tęsknotą lane poniedziałki i latające torebki z bloków. Kryjówki w piwnicach i na altankach na które wiecznie musieliśmy przynosić nowe ławki, najczęściej zwinięte z przedszkoli czy szkół. Pierwsze papieroski i motory, które wiecznie wymagały naprawy. Ale najfajniej było wtedy kiedy cała gromada dzieci jeździła na jednych rolkach na zmianę :)))))) nie ważne że rozmiar nie pasował. TO BYŁY czasy......szkoda że nasze dzieci mają teraz inne zainteresowania. Świat się bardzo zmienił :(.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Anebla 6 2 miesiące temuocena: 100% 

      za Lecler było wielkie boisko gdzie chłopcy mogli grać w piłkę a wieczorami paliliśmy ogniska. Podobnie słynna Wolica. Chodziliśmy piechotą na jeziorko w Powsinie przez skarpę, kto teraz by puścił swoje dziecko na taką wyprawę?!. Całymi dniami bawiliśmy się na podwórku, grając w podchody, pikuty i piłką na hydroforach. Wspominam z tęsknotą lane poniedziałki i latające torebki z bloków. Kryjówki w piwnicach i na altankach na które wiecznie musieliśmy przynosić nowe ławki, najczęściej zwinięte z przedszkoli czy szkół. Pierwsze papieroski i motory, które wiecznie wymagały naprawy. Ale najfajniej było wtedy kiedy cała gromada dzieci jeździła na jednych rolkach na zmianę :)))))) nie ważne że rozmiar nie pasował. TO BYŁY czasy......szkoda że nasze dzieci mają teraz inne zainteresowania. Świat się bardzo zmienił :(.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Krystiax 5 2 miesiące temuocena: 67% 

      Kobiety teraz tylko o seksie, gdzie te dziewczyny z tamtych dni, porządne kulturka i wyobraźnia, chlip chlip :(

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 4 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Alan 4 2 miesiące temuocena: 100% 

      Dodam jeszcze: bieganie po tunelu metra, włażenie na XIIp po rusztowaniach no i kąpiele w wykopie fundamentowym gdzie teraz stoi Leclerc przy Ciszewskiego. Ale to była pustynia na początku lat 80. Na Polinezyjskiej między blokami rosły kartofle a w kierunku na Pyry przy Puławskiej pasły się krowy i konie na łańcuchach. Słowo honoru.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Dixie 3 2 miesiące temuocena: 100% 

      To był taki Wygwizdów, że na dziewczyny z Ursynowa mówiliśmy w "Słowackim" panny z Bronxu

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Thomas 2 2 miesiące temuocena: 30% 

      Ja pamiętam taką jedną - świeżutka mężatka, 20-parę latek. Tzw. fest blondyna tylko miechy trochę za małe, ale żopiasta. Miała na imię J... Mieszkali gdzieś chyba z samego brzegu - w takich blokach jak na "Alternatywy", chyba niedaleko Megasamu. Chłop chodził do roboty, a ona była niezła artycha. Dawała i w domu i w piwnicy. Jak zamachała kudłami, jak zaplotła te swoje nóżki jak filary mostu Siekierkowskiego.... Ja wtedy mieszkałem aż na Bielanach, metra oczywiście nie było, ale opłacało się jechać!

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 7 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~As 1 2 miesiące temuocena: 86% 

      I sie obudziłeś siuś majtku

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 6 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.2512 sekundy
    REKLAMAA2-GOODBIKE-11-05----10-06-2019