REKLAMAA1_AUCHAN-28-06---31-12-2018
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ8 kwietnia 2018, 10:28 komentarzy 7

    Marta Siesicka-Osiak

    napisz maila ‹
    moje artykuły ‹

    (MSO)

    REKLAMA

    Długo wyczekiwany, pierwszy w historii dzielnicy, wybudowany w lokalizacji, która budziła dużo emocji – Dzielnicowy Ośrodek Kultury Ursynów na Kajakowej. O przyszłości, bolączkach i pierwszym planowanym remoncie DOK-u rozmawiamy z jego dyrektorką – Beatą Rusinowską.

    Pierwsze półrocze upływa w DOK Ursynów pod znakiem testów, sprawdzania co się przyjmie. Skąd i jak czerpie Pani wiedzę na temat preferencji mieszkańców?

    Podczas dni otwartych poprosiliśmy odwiedzających o wypełnienie ankiet. Dostaliśmy 200 zwrotnych odpowiedzi, tu składam wielkie podziękowania dla nich za podzielenie się swoimi uwagami. To były dla nas cenne uwagi. Od lutego zaproponowaliśmy różne stałe zajęcia i teraz sprawdzamy jakie jest zainteresowanie.

    I jakie jest?

    Zainteresowanie jest, ale nie tak wielkie jak spodziewaliśmy się po dniu otwartym. Wziąwszy pod uwagę, że jest środek roku szkolnego, gros osób, w tym dzieci, już uczęszcza na jakieś zajęcia, i tak jest nieźle. Wiele osób deklaruje, że chętnie zacznie przychodzić od września.

    Które zajęcia cieszą się największym zainteresowaniem?

    Na pewno rysownia i taniec. Balet dla małych dzieci też cieszy się dużą popularnością. Część zajęć jest odpłatna, część bezpłatna. Bezpłatne są np. zajęcia teatralne, bo staramy się, żeby te warsztaty ogólnorozwojowe były ogólnodostępne. Za to np. szkoła tańca prowadzona przez Martę Wiśniewską „Mandarynę”, to już zajęcia komercyjne.

    Rodzice pytają już teraz, jakie zajęcia będą u nas od września, bo ich dziecko po wakacjach pójdzie w okolicy do zerówki czy pierwszej klasy. To dla nas zaskakujące i mobilizujące. Korzystamy z okazji i dopytujemy, czego rodzice i dzieci oczekują, szukają.

    Czy widać już wyraźnie, że są jakieś zajęcia, które od razu nie porwały tłumów?

    Ku naszemu zaskoczeniu są to zajęcia teatralne, które wydawały nam się świetnym pomysłem. Na pierwszych pojawiło się 9 osób, ale na kolejnych już tylko dwie. Nie wiemy czy nie pasował termin, czy formuła zajęć, ale nie będziemy jeszcze z nich rezygnować, tylko obserwować.

    Na razie także capoeira nie ma dużej frekwencji. Na pierwszych zajęciach było bardzo dużo osób, na późniejszych raz kilkanaście, raz kilka. Nie wiemy czy to kwestia środka roku szkolnego czy może okresu zwiększonej zachorowalności.

    A co stanowi największe wyzwanie? Kogo najtrudniej zaprosić do ośrodka?

    Duże zainteresowanie jest działalnością kulturalną skierowaną do dzieci i do dorosłych, natomiast mamy lukę, jeśli chodzi o młodzież i 30+. A zależy mi bardzo na zaproszeniu tych osób, więc będziemy organizowali takie wydarzenia, które mamy nadzieję, że do nich dotrą. To musi być coś naprawdę wyjątkowego, żeby chcieli przyjść.

    Kiedy rozmawiam z młodzieżą, to twierdzą, ku mojemu przerażeniu, że nie jest im potrzebny taki dom kultury. Bo co oni mogą tu znaleźć dla siebie? No, może przyjdą na fajny koncert… To wynika z braku potrzeby obcowania z kulturą. Dotarcie do młodzieży, która nie ma takiego zainteresowania jest trudne. Co my zrobimy? Chcemy zorganizować np. „Galerię komiksu”.

    Okazuje się, że komiksiarze nie mają w Polsce swojego miejsca. Chcemy dać im tutaj przestrzeń do zagospodarowania. Mam na myśli osoby, które piszą scenariusze do komiksów, które rysują i czytają komiksy, czy grają w gry komputerowe na bazie komiksów. 

    Co jeszcze chcecie zaproponować młodzieży?

    Zważywszy na to, jak młodzi ludzie są teraz wciągnięci w telefony, w Internet, chcemy ich trochę odciągnąć o tych komputerów i pokazać coś innego. Dlatego jesteśmy współorganizatorem, wspólnie z fundacją „Uwaga na kulturę”, na przełomie czerwca i lipca, dwudniowego zlotu fanów Sherlocka Holmesa z całej Europy - „Sherlockon”.

    Ponadto teraz, 21 kwietnia będziemy organizowali Konkurs „Ursynów Music Fest”. Mam nadzieję, że wychodząc z taką propozycją do różnych młodzieżowych zespołów muzycznych i wokalistów, będziemy mieli okazję pokazać im nasz ośrodek. Być może zechcą mieć tu swoją siedzibę, robić próby.

    Czy coś zaskoczyło Panią, spotykając się z wyjątkowym odzewem?

    Bardzo sprawdziły się do tej pory zajęcia jednorazowe i tego typu wydarzenia na pewno będziemy chcieli powtarzać. Przykładem jest wieczór z tangiem - „Milonga, czyli tangowa impreza taneczna”, który był po prostu rewelacyjny. Może stoi za tym ursynowskie przywiązanie do potańcówek? Dla mnie było świetne, że podczas takiego wieczoru uczestnicy uczą się podstawowych kroków danego tańca, więc spotkanie ma też walor edukacyjny.

    Ale publiczność na Zielonym Ursynowie jest wymagająca, i bardzo dobrze. Mimo że bardzo dużą popularnością cieszą się przedstawienia dla dzieci, mam świadomość, że póki nie mamy w pełni wyposażonej sceny, nasze możliwości są mocno ograniczone.

    Czego jeszcze brakuje? Chodzą słuchy o remoncie…

    Brakuje oświetlania, okotarowania i krzeseł do sali widowiskowej. Przed nami też wykonanie mechaniki sceny i zakup multimediów. Bardzo chciałabym, żeby znalazł się u nas ekran i rzutnik, które dadzą możliwość wyświetlania filmów.

    Teoretycznie powinniśmy byli to wszystko zrobić najpierw, ale nie chcieliśmy tu siedzieć i nic nie robić przez pół roku. Czasem się zastanawiam co byłoby lepsze, ale działamy mimo wszystko. Mamy jeszcze problemy, coś cieknie, coś jest jeszcze nie odebrane.

    A ten planowany remont, czego dotyczy i z czego wynika?

    Remont to może za „duże” słowo. Zastanawiamy się nad ewentualną dobudową balkonu technicznego, na którym będzie zamontowana część oświetlenia, nagłośnienia, multimedia. Trochę żałuję, że np. na etapie budowy obiektu nie było konsultacji z użytkownikiem, albo były niewystarczające. Przez to teraz trzeba robić niektóre rzeczy, a pomijając dodatkowe koszty, to wszystko opóźnia normalne funkcjonowanie.

    Ale mam wspaniały młody kreatywny zespół, któremu daję wolną rękę. Pamiętam, jak Ola z Agnieszką, które zajmowały się meblowaniem ośrodka, powiedziały mi, że wybrały pomarańczowe kanapy, a ja powiedziałam od razu „żadne pomarańczowe”. W późniejszej dyskusji przyznałam im rację, kanapy stoją na swoim miejscu.

    Ufamy sobie z pracownikami, patrzę z przyjemnością, jak mogą się rozwijać. Paweł, który zajmuje się brandingiem, naszym wizerunkiem, też dostał wolną rękę. To nasze „U”, logo i kolorystyka – to jego dzieło, które jest charakterystyczne i jest już rozpoznawalne.

    Wracając do wymagającej publiczności z Zielonego Ursynowa, czy lokalizacja ośrodka, ma według Pani wpływ na liczbę uczestników zajęć?

    Mam świadomość, że dojazd do nas z Wysokiego Ursynowa w ciągu tygodnia jest trudny, więc musimy zrobić wszystko, żeby ludziom mimo wszystko chciało się wyjść z domu i do nas przyjechać. O ile nie ma problemu przedpołudniem, o tyle popołudniu na Puławskiej jest niestety ciężko.

    A okoliczni mieszkańcy?

    DOK musi wrosnąć w krajobraz. Robimy co możemy, żeby dotrzeć do mieszkańców. Mam nadzieję, że uruchomiona strona internetowa nam pomoże. Chociaż nie ukrywam, że mieszkańcy, którzy przychodzą na imprezy, wiedzę czerpią z plakatów, a nie z Internetu. Wieszamy też plakaty, zarówno w okolicach ośrodka, jak i w szkołach i sklepach. Rozpoczynamy teraz akcję „door to door” – będziemy wrzucać informatory do skrzynek okolicznych mieszkańców. Staramy się pokazywać i promować w lokalnych mediach.

    Czy już pojawiły się jakieś oddolne inicjatywy?

    Tak, podczas przygotowań do ostatniej wystawy fotograficznej, przyszła do mnie pani mieszkająca w okolicy. Powiedziała, że należy do grupy sąsiedzkiej, która organizuje wspólne spotkania, ogniska, a teraz chcieliby zrobić „numer” sąsiadowi i zorganizować mu wystawę fotografii.

    Data, którą wybrali zbiegła się z wernisażem, więc zdjęcia autorstwa sąsiada umieściliśmy na sztalugach w wolnej sali. Pani namówiła kolegę, żeby przyszedł z nią i sąsiadami na wystawę. Najpierw wszyscy byliśmy na wernisażu, a potem poszłam z nimi na otwarcie „drugiej wystawy”. Facet miał ogromną niespodziankę, prawie leżał ze śmiechu. To był impuls to tego, żeby pokazać, że to jest miejsce otwarte dla ludzi i na ludzi.

    I tak zrodził się pomysł utworzenia Miejsca Aktywności Lokalnej?

    Ci ludzie sami do nas przyszli z pomysłem, wszystko zorganizowali. A my właśnie od tego jesteśmy, żeby służyć im pomocą, organizacją i pomieszczeniem. Podobnie było z sekcją brydża, która od razu zaczęła u nas świetnie funkcjonować. Zajęcia ruszyły już 5 stycznia.

    To miejsce jest „ich”, sami przynieśli sobie tam naczynia, herbatę – ja od samego początku miałam założenie, że nie będę wyposażała tego pomieszczenia, bo chciałam, żeby mieszkańcy zadecydowali, co jest im potrzebne.

    A teraz właśnie ruszyły konsultacje, podczas których planujemy ustalić z mieszkańcami, jak widzieliby Miejsce Aktywności Lokalnej, pod które chcemy udostępnić dwa pomieszczenia. Zależy nam, aby to było miejsce tworzone przez ludzi dla ludzi. Mam nadzieję, że jak to miejsce ruszy, to wieść o nas się rozniesie.

    Jakie plany ma DOK na najbliższe, wiosenne i letnie miesiące?

    Mamy już wyłonionego zwycięzcę kawiarni, która powinna ruszyć w weekend majowy. W tym czasie planujemy też oficjalne otwarcie. Bardzo chcielibyśmy, jeśli sąsiadujący z nami plac pozostanie na razie pusty, uruchomić na nim plenerową scenę letnią.

    W okresie wakacyjnym nie zamykamy drzwi, część zajęć będzie oczywiście zawieszona, ale będziemy proponowali warsztaty i zajęcia w ramach „Lata w mieście”.

    Dziękuję za rozmowę.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 33

    • 12
      BARDZO PRZYDATNY
    • 1
      ZASKOCZONY
    • 4
      PRZYDATNY
    • 2
      OBOJĘTNY
    • 1
      NIEPRZYDATNY
    • 3
      WKURZONY
    • 10
      BRAK SŁÓW

    7Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~turban 7 6 miesięcy temuocena: 75% 

      Po wyborach pani dyrektor i pan burmistrz i tak wracają w swoje strony.

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~sddd 6 6 miesięcy temuocena: 33% 

      Postawiom za ratuszem Ursynowskie Centrum Kultury to dopiero będzie cyrk. Ludzi tylu ilu się kulturą u nas interesuję starcza akurat na te 4 spółdzielcze domy kultury, reszta to bydło i chołota co od piątku do niedzieli wali królewskie i meczyki ogląda. Ot co.

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~myszka 5 6 miesięcy temuocena: 25% 

      Patrzycie wszyscy z punktu widzenia Ursynowa, a Zielonemu też coś się należy. Więc super że jest ten ośrodek! Brakowało takiego miejsca.

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~słuchacz 4 6 miesięcy temuocena: 70% 

      Pani Beata Rusinowska nie utrzyma się na stanowisku do pierwszego śniegu. Zaprawdę powiadam wam jej dni są już policzone. Jest to dyrektor przejściowy. Zresztą ostatnio siedziałem niedaleko niej w pewnej Warszawskiej restauracji i mówiła koleżance, że rozważa powrót do sejmu.

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 7 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Zbulwersowany mieszkaniec Zielonego Ursynowa 3 4 miesiące temu

      dyrektorka DOK-u z pewnością się "utrzyma" jak będzie wokół zatrudniać takie intelektualne miernoty jak zientara. już kombinują......ale dyr. stzreliła sobie super samobója wpuszczając panoszącą się po DOK zientare. Wodać i my na zielonym ursynowie doczekaliśmy się swojego prv TYTANICA

      Edytowany: 4 miesiące temu

      oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Kabaty Zielone 2 6 miesięcy temuocena: 70% 

      Wielki sukces dyrekcji ! Niewielka frekwencja oznacza mniej użerania się z roszczeniowymi mieszkańcami, a wtedy pracownicy placówki mogą się zająć sami sobą. Co jakiś czas zlecenie na remont/modernizację, branding/rebranding, drogi event, czy "eeeuropeeejski" festiwal i życie jak w Madrycie, bo dzielnica za wszystko zapłaci. Nawet Prezes Ochódzki by się lepiej nie ustawił !

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 7 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~AZX 1 6 miesięcy temuocena: 70% 

      Dokładnie. Lokalizacja na Kajakowej to idealne miejsce aby w pracy sobie odpocząć...

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      oceń komentarz 7 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.1534 sekundy
    REKLAMA