REKLAMAA1_DineryPL_19-06----19-07-2018
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    Autor przy rzeźbie

    Autor przy rzeźbie "Zakochani" – ul. Pięciolinii 5 (KZ)

    REKLAMA

    Ryszard Stryjecki. To on zorganizował pierwszy na Ursynowie plener rzeźbiarski. Artyści w błocie po kolana, wśród ciężarówek z piachem tworzyli dzieła, które do dziś są ozdobą naszej dzielnicy. "Muzykująca rodzina" oraz "Lew" przy Puszczyka, "Paw" przy Wiolinowej czy "Zakochani" przy Pięciolinii. Te dzieła do dziś zdobią Ursynów Północny. O tym, jak wtedy wyglądał Ursynów, o trudnościach w zdobyciu materiałów i o tym, gdzie teraz powinny stanąć rzeźby, opowiedział nam sam artysta.

    W 1977 roku zorganizowano na Ursynowie plener rzeźbiarski z inicjatywy Związku Polskich Artystów Plastyków. Komisarzem został Ryszard Stryjecki, autor kilku stojących do dziś ulicznych rzeźb, mieszkaniec ulicy Dunikowskiego. Artystom nietrudne były problemy materiałowe, organizacyjne i techniczne. Przy budowanym wiadukcie na Surowieckiego, blisko czterdzieści lat temu stanęły warsztaty. Jak wyglądał plener? I co dziś należy zrobić z rzeźbami? O tym opowiedział nam Ryszard Stryjecki, który swoje rzeźby tworzy do dziś.

    Porozmawiamy o pierwszym na Ursynowie plenerze artystycznym, pamięta Pan jak to było?

    Stołeczny Związek Spółdzielczości Mieszkaniowej i Związek Plastyków pod patronatem PZPR, co wówczas było nieodzowne, podpisali porozumienie, że będziemy świadczyli usługi dla spółdzielni, a w zamian dostaniemy pracownie. Mieliśmy dostać dziesięć, ale otrzymaliśmy 6, po stanie wojennym stare umowy "były przedawnione". Dlatego zorganizowaliśmy plener na Ursynowie - powstało wtedy 10 rzeźb.

    Po podpisaniu umowy nawiązaliśmy porozumienie z Markiem Budzyńskim - głównym architektem. Wtedy dźwigi na szynach jeździły - budowano bloki. Przy placu budowy, obok tunelu przy Bartóka zaczęliśmy pracę. Wśród wertepów, dźwigów i ciężarówek z piaskiem, dostaliśmy kawałek placu i tam zaczęliśmy rzeźbić, a nasze koleżanki malarki malowały budujący się Ursynów.

    Pamięta Pan jak wtedy wyglądał Ursynów?

    Montowali wielkie płyty, powstawały pierwsze domy. Wszystko w jednym, szarym, ponurym kolorze. W tych czasach wszędzie tak budowano, wtedy była moda, że trzeba przyjąć to, co radzieckie, bo to jest najlepsze. I wszędzie budowano takie same bloki. Budzyński wygrał konkurs na rozbudowę Ursynowa, bo z tych samych klocków stworzył różne przepiękne układy, a my nie mogliśmy się nachwalić architekta. Bo wszystko było przemyślane, nawet ziemi nie wywoziło się 100 km za Warszawę, a wykorzystywało do ciekawszego zagospodarowania terenu. Ursynów jest najlepiej zaprojektowanym osiedlem w tym czasie - mimo że budowany był tych samych klocków co inne miejsca.

    A jak rzeźbiarzom pracowało się w tych czasach?

    Pamiętam gehennę o zdobycie kamienia. Wtedy były inne czasy, wszystko trzeba było zdobywać. Właściciel nie czekał, aż klient kupi, wszystko trzeba było zdobywać. Musieliśmy z podziemi zdobyć pozwolenie na zakup. Do tego konieczne było pismo od wiceministra. Jak już wybraliśmy kamień, to zaczynały się kolejne problemy. Z podziemi musieliśmy zdobyć transport. Wtedy nie było prywatnych firm. I w rezultacie... wojsko nam przywiozło materiały... w ramach czynu społecznego. Okazało się, że te rosyjskie ciężarówki paliły hektolitry benzyny i... nie mogły podjechać pod górki w Świętokrzyskim. Wtedy tak się pracowało. Mogliśmy jedynie podziwiać narzędzia naszych kolegów z zagranicy.

    I co było dalej?

    W momencie, kiedy skończyliśmy swoją pracę okazało się, że projekt Ursynowa jest jeszcze w lesie. Kiedy stawiałem rzeźbę, aż włosy mi się najeżyły na głowię. Zupełnie nieskoordynowanie z naszym projektem planowali zieleniarze. Jak zobaczyłem, co oni robią i pomyślałam, że wyrośnie z tego wielki las, który zasłoni rzeźby... wyjmowałem ich sadzonki i przenosiłem w inne miejsce. Oni za chwilę znów je sadzili. Nic nie dawały kłótnie, my swoje, oni swoje. Zieleniarze mieli zatwierdzony projekt, za który wzięli pieniądze, nie było mowy o zmianach. Każdy panem na swoim podwórku. Stad teraz drzewa, które mają się nijak do rzeźb.

    Co Pan powie o swoich rzeźbach?

    Robiłem je bardzo dawno, dziś jestem w zupełnie innym świecie. Zarówno jeżeli chodzi o świadomość artystyczną, doświadczenie rzeźbiarskie, jak i możliwości technologiczne. Dziś proszą się, żeby kupować kamień z całego świata, tylko problem jest... że dziś rzeźb nikt nie zamawia. W PRL-u rządzili ludzie prymitywni, którzy chcieli się uwierzytelnić w oczach społeczeństwa, udawali zainteresowanych kulturą i zamawiali rzeźby. Zamawiali dzieła sztuki, a teraz... władza chce udowodnić, że nadąża nad tymi, którzy proponują sztukę zwyrodniałą - czyli postępową. Moje rzeźby były wtedy szczerą wypowiedzią człowieka względnie młodego. Dostrzegalne są tu wpływy Henriego More'a, którym młodzi ludzie byli wówczas zauroczeni. Wpływy jego prac były zauważalne u wszystkich.

    Co Pan myśli o małej architekturze na Ursynowie?

    Na Ursynowie brakuje dzieł artystycznych. U Czechów czy Bułgarów jest ich więcej. My dewastujemy naszą kulturę, która naprawdę jest ciekawa. Dla artystów z innych krajów Polacy są wzorem, awangardą. Ale w innych krajach... o artystów się dba, a ich prace są eksponowane w mieście. Są to już prace zadbane, a nie tak jak u nas... gdzie rzeźby zarastają grubą warstwą mchu. To jest wapień pińczowski, bardzo miękki... wtedy tylko taki był dla nas dostępny. Mała architektura czy rzeźba powinny być eksponowane w miejsach nasłodecznionych, a nie w gęstwinie drzew,na otwartej przestrzeni, słonecznej. Takie eksponowanie rzeźb jest antyreklamą zarówno dla autorów i inwestorów.

    Jaki ma Pan pomysł na wyeksponowanie ursynowskich rzeźb?

    Chciałbym, żeby rzeźby stanęły na rondach. Taka para "Zakochanych" stanęła na skrzyżowaniu... i wtedy rondo mogłoby się nazywać zakochanych. I to wale nie znaczy, że rzeźby rozpraszałyby uwagę. Co z rondem Lotników Polskich gdzie stoi rzeźba? Są tam wypadki? Poza tym jest dużo innych placów, gdzie takie rzeźby mogłyby stanąć.

    Dziękuję za rozmowę.

    Obecne prace Stryjeckiego możecie zobaczyć tutaj.

    LOKALIZCJE RZEŹB, KTÓRE POWSTAŁY NA PLENERZE W 1977 ROKU:

    • Ryszard Stryjecki (ur. 1937):

    Zakochani – wapień, ul. Pięciolinii 5
    Rodzina – wapień, ul. Nutki,
    Obelisk – (niedokończony, ociosany głaz), ul. Dunikowskiego 12

    • Edmund Majkowski (1929-2009):

    My ze spalonych wsi – płaskorzeźba, ul. Wiolinowa 15,
    Honor i Ojczyzna – płaskorzeźba (zniszczona), ul. Wiolinowa 15,
    Grajkowie – wypukłorzeźba, ul. Koński Jar 6

    • Janina (Nina) Mirecka-Maciejewska (1930-2014):

    Rodzina muzykująca – ceramika, ul. Puszczyka 10

    • Władysław Trojan (1932-2004):

    Jeździec na koniu – żelbet, ul. Koński Jar, u podnóża Kopy Cwila

    • Stefan Wierzbicki (ur. 1938):

    Gołąb – wapień, ul. Koński Jar 1-3,
    Paw – wapień, ul. Wiolinowa 5

    • Marek Jerzy Moszyński (1937-2010):

    Herkules walczący z Anteuszem – wapień, ul. Koncertowa 11,
    Lwy – wapień, ul. Puszczyka 6, Marek Jerzy Moszyński

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 16

    • 8
      BARDZO PRZYDATNY
    • 5
      ZASKOCZONY
    • 3
      PRZYDATNY
    • 0
      OBOJĘTNY
    • 0
      NIEPRZYDATNY
    • 0
      WKURZONY
    • 0
      BRAK SŁÓW

    0Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
      Nie ma jeszcze komentarzy...
    Artykuł załadowany: 0.0796 sekundy
    REKLAMA