REKLAMAA1-AUCHAN-01-07----31-12-2019
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ18 listopada 2019, 09:21 komentarzy 1

    Marta Siesicka-Osiak

    napisz maila ‹
    moje artykuły ‹
    Po 4 tys. kilometrów Darek dotarł pieszo do Lizbony. Przez całą drogę miał ze sobą flagę Polski i Ursynowa

    Po 4 tys. kilometrów Darek dotarł pieszo do Lizbony. Przez całą drogę miał ze sobą flagę Polski i Ursynowa (facebook.com/pg/darekstrojewskiofficial)

    Człowiek i pies. Potrafili przejść ponad 40 km dziennie i spać na ławce w parku albo na postoju dla taksówek. Razem pokonali pieszo 4 tys. kilometrów i dotarli na „kraniec świata”, zbierając przy tym prawie 30 tys. złotych dla ursynowskiego hospicjum.

    Byli w drodze ponad 5 miesięcy, przeszli przez pięć krajów, każdą noc spędzili w innym miejscu. Na własnych nogach (i łapach) przymierzyli trasę z Warszawy do Lizbony, jednocześnie prowadząc zbiórkę na rzecz Fundacji Hospicjum Onkologicznego, w którym Darek Strojewski jest wolontariuszem.

    W nieco dłuższym czasie niż pierwotnie zakładał – w ciągu 146 dni - Darek wraz z czteronożnym towarzyszem osiągnął swój zamierzony cel: dotarł do przylądku Roca. W zbiórce na rzecz hospicjum na razie udało się zebrać 30 tys. złotych. Ale to jeszcze nie koniec.

    Od samego początku obserwujemy i relacjonujemy tę niesamowitą wyprawę. Teraz, kiedy Darek i Pindol są już z powrotem w kraju, zapytaliśmy ich: co dalej?

    Kilometry w nogach

    Wyprawę życia poprzedzały wielokilometrowe spacery, które zaprawiły Darka i Pindola przed ruszeniem w drogę. Wystartowali w czerwcu… i codziennie przez 5 miesięcy pokonywali między 20 a 40 km. Darek żywił się głównie kawą i bagietkami, Pindol mógł liczyć na większe frykasy.

    W pokonaniu założonego dystansu nie przeszkodziły ani boleśnie otarte stopy, ani bolący ząb. Wędrowcom sprzyjała pogoda i ludzie spotykani na drodze. Często oferowali nocleg i poczęstunek, niektórzy dołączali, aby wspólnie pokonać fragment trasy.

    Kundelek niezmiennie wzbudzał sympatię i dzielnie towarzyszył swojemu panu. Spali tam, gdzie udało się rozbić namiot, a zdarzyło się także kilka nocy po prostu na ławce np. na postoju taksówek. Na całą wyprawę Darek poświęcił 5 miesięcy życia. Do Warszawy wrócił 11 listopada i mówi, że każdy z nas jest ambasadorem naszego kraju, dlatego przez całą drogę dumnie opowiadał skąd jest.

    To jeszcze nie koniec!

    Całą swoją podróż Darek relacjonował niemal na bieżąco na swoje stronie na Facebooku. "Jesteś wielki. To co robisz jest niesamowite. Szacunek" - m.in. takie komentarze możemy przeczytać pod jego postami.

    - Od samego początku uważam, że powodzenie akcji to zasługa wszystkich, nie tylko moja. Przez całą drogę otrzymywałem doping i motywację od osób, których nie znałem i które tak naprawdę nie znały mnie, setki osób zaufały mi i wsparły zbiórkę. To oni są największymi bohaterami mojej wyprawy. To one sprawiły, że trudny wędrówki nie były tak odczuwalne - mówi Darek.

    - A każdy komentarz, wiadomość i przede wszystkim wpłata zachęcały do kontynuowania drogi. Dotarło do mnie, że to co robię ma znaczenie. Z każdym przebytym kilometrem rosła świadomość ludzi o tym szczególnym miejscu na Ursynowie, ale też na mapie Polski i świata - dodaje.

    Teraz stara się odnaleźć z powrotem w miejskiej rzeczywistości, ale już planuje kolejne wojaże.

    - Spełniłem swoje marzenie, przeszedłem Europę, stanąłem na "końcu świata" i wróciłem do miejsca, które ma szczególne miejsce w moim sercu. Całą drogę prosiłem Was o wsparcie mojej akcji na rzecz osób chorych na nowotwór – opowiada. - Wyszło prawie idealnie... do końca wierzyłem, że po powrocie przekażę ursynowskiemu hospicjum 100 tys. zł, udało się zebrać prawie 30% tej kwoty, ale zbiórka trwa nadal. Nie żegnamy się. Mimo że dopiero wróciłem, już myślę o kolejnej wyprawie – dodaje.

    Nadal prosi o wsparcie tego wyjątkowego miejsca, jakim jest hospicjum przy Pileckiego. - Zostało jeszcze trochę czasu do przekazania pieniędzy fundacji. Pokażcie znowu swoją moc i razem spełnijmy ten obywatelski obowiązek - bierzmy odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale również za tych, którzy nie mieli tyle szczęścia co my! – apeluje.

    - Chciałbym, by pomoc nie zakończyła się wraz z końcem mojego projektu; by wspieranie stało się swojego rodzaju nawykiem i dokonanie drobnej wpłaty działo się cyklicznie – dodaje.

    Akcję Darka i Pindola można wspomóc wpłacając pieniądze za pośrednictwem zbiórki: www.pomagam.pl/3000
    Obu bohaterów będzie można poznać osobiście podczas spotkania w urzędzie dzielnicy, które odbędzie się 4 grudnia o godz. 19:00. Wstęp wolny.

    W GALERII ZDJĘCIA Z WYPRAWY DARKA I PINDOLA:

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 29

    • 24
      BARDZO PRZYDATNY
    • 0
      ZASKOCZONY
    • 4
      PRZYDATNY
    • 1
      OBOJĘTNY
    • 0
      NIEPRZYDATNY
    • 0
      WKURZONY
    • 0
      BRAK SŁÓW

    1Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~lodnip 1 23 dni temuocena: 100% 

      fajny sposób na życie, podrózuje i innym może pomóc. Ciekawe ile go kosztowała ta wyprawa.

      Edytowany: 22 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.5962 sekundy
    REKLAMAA2-AUCHAN----DODATKOWO