REKLAMAA1-ElectroGym-Fit--16-11----16-12-2018
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    Rudzik

    Rudzik (Hanna Żelichowska)

    REKLAMA

    Hanna Żelichowska, nasza sąsiadka z osiedla Stokłosy. Zna Ursynów od podszewki, bo mieszka tu od samego „początku” i często przemierza długie dystanse w poszukiwaniu... ptaków. Właśnie zajęła drugie miejsce w konkursie "WarsawWildlife Fotografii Zwierząt w Mieście". U nas przestawia niepublikowane jeszcze dotąd zdjęcia skrzydlatych mieszkańców dzielnicy.

    Jej fotografie miejskich ptaków są doceniane na konkursach, wykorzystywane w publikacjach popularno-naukowych, kalendarzach i plakatach promujących ochronę ptaków. Osobiste archiwum zawiera kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, w tym znakomita część, została zrobiona na Ursynowie. Kocha i szanuje przyrodę.

    O sobie mówi, że jest typem osoby pogodnej, przyjaznej, zwolenniczką kompromisów, stara się pomagać tam gdzie poproszą ją o pomoc lub sama zobaczy, że przyroda jej potrzebuje. Matka natura to jej dobra przyjaciółka, z którą bardzo lubi się od dzieciństwa. Od lat udziela się w organizacjach pomagających zwierzętom, zwłaszcza ptakom.

    Teraz, kiedy jest na emeryturze ma więcej czasu na to, żeby pogłębiać przyrodniczą wiedzę, a przede wszystkim realizować wielką pasję, jaką jest obserwacja i fotografowanie ptaków. Ostatnio zdjęcia jej autorstwa zostały docenione w konkursie "WarsawWildlife Fotografii Zwierząt w Mieście", organizowanym przez Marion Chatelain, pracującą w Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.

    Skąd wzięła się fotografia przyrodnicza w Pani życiu?

    Fotografowałam już jako nastolatka, ale wtedy intrygowały mnie chmury i zjawiska przyrodnicze, a czasami obiektem moich zdjęć był mój piesek – jamnik, o imieniu Agata. Miłość do przyrody, szacunek do wszystkiego, co żyje  zaszczepiła we mnie babcia, kiedy mieszkaliśmy pod Warszawą. Dorastałam wśród zwierząt, roślin, biegałam po lasach i łąkach, zaczytywałam się literaturą przygodową i przyrodniczą, z której czerpałam najlepsze wzorce, i które kształtowały moje nastawienie do przyrody – z szacunkiem i wrażliwością.

    Od dobrych 10 lat zaczęłam się interesować fotografią na poważnie. „Zażądałam” aparatu i tak bardzo chciałam już fotografować, że nawet rok wcześniej przeszłam na emeryturę. W międzyczasie moja biblioteczka książek o ptakach, roślinach, owadach,  wszelakich atlasów, encyklopedii i poradników urosła tak, że zajmuje już cały wysoki i szeroki regał. Moje hobby od początku dawało mi dużo radości i bardzo przybliżyło do natury. Z człowieka „miasta” stałam się wielką amatorką pól, lasów i dzikiej natury. Takiej też szukam u nas na Ursynowie, a to wcale nie jest takie niemożliwe …

    I tak po prostu zaczęła Pani robić zdjęcia?

    Nie wystarczy sfotografować ptaka na gałązce – ja muszę wiedzieć co to za ptak, dlaczego siedzi w tym miejscu, jak się nazywa ta roślina, jaki to czas w życiu ptaka. Im wiem więcej, tym bardziej mnie cieszy fotografowanie. Kupuję namiętnie książki o przyrodzie, zdobywam doświadczenia, obserwuję, wyciągam wnioski, uczę się, wciąż się uczę. Obecnie jestem na etapie wsłuchiwania się w głosy ptaków z kasety, żeby móc je rozpoznawać po głosie. Bo po wyglądzie w zasadzie większość ptaków rozpoznaję.

    Podchodzę do świata tak, jakby wszystko było żywe. Rośliny żyją, mają swoje potrzeby, swoje kanały komunikacji, odczuwają komfort i dyskomfort. Nawet kamień, który jest tu od milionów lat, niesie historię. Ptak, który lata też ma swoją historię, przodków. Fascynuje mnie ta ciągłość przyrodnicza.

    Ptaki mają emocje – złość, radość, przerażenie, poczucie komfortu, czują i przeżywają, co odbija się na ich „twarzach” i sposobie układania piór, potrafią się bawić, okazywać sobie przywiązanie, lubić się lub nie, mają instynkt, ale też – zdolności, jakich nie posiada człowiek. Są fascynujące! 

    Czuje Pani z przyroda specjalną więź?

    Wszyscy jesteśmy jakąś cząstką przyrody, każdy z nas ma swoją rolę i funkcję, analogicznie – zwierzęta, w tym ptaki. Oczywiście, jedne podobają mi się bardziej, inne mniej, ale większość lubię i podziwiam, nie potępiam ich naturalnych zachowań nawet jeśli są dla nas, ludzi niezrozumiałe lub odpychające, jak zabijanie potomstwa czy pożeranie piskląt gatunków wróblowych przez ptaki drapieżne.

    Dlatego nie uznaję pojęcia „szkodnik” wobec żadnego zwierzęcia i nie odsądzam srok, wron czy kawek od czci i wiary za to, że karmią swoje potomstwo pisklętami wróbelków, wyciągniętymi z gniazda. Wielka szkoda, ale cóż, to jest natura.

    Czy to ułatwia Pani pracę?

    Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam wiedzy o ptakach, łatwiej było mi je fotografować. Po prostu, starałam się zbliżyć do obiektu i zrobić jak najładniejsze zdjęcie. To były wtedy fotografie określane dzisiaj mianem „atlasy”. Teraz kiedy wiem więcej o zachowaniach ptaków, ich potrzebach i obawach, jest mi o wiele trudniej. Mam opory. Są po prostu sytuacje kiedy wiem, że im przeszkadzam.

    Widzę np. kiedy są głodne, denerwują się, bo mają młode, boją się, wtedy się wycofuję. Np. w zimie, przy karmniku ptaki są łatwo dostępne, bo bardzo głodne i walczą o życie. Jeśli warunki na to pozwalają, robię im szybkie zdjęcia dokumentacyjne, bo wiem, że będą potem potrzebne do różnych celów, ale staram się nie przeszkadzać, nie płoszyć, nie zwiększać ich stresu.

    Jednak zdarzają się ptaki mało płochliwe, niebojące się ludzi tak bardzo, czego np. doświadczyłam fotografując czeczotki, zimowych gości z Północy. Spokojnie żerowały na brzozowych szyszeczkach, popatrując na moje ruchy, ale nie przeszkadzało im, że człowiek jest w pobliżu. 

    Z tych m.in. powodów zmieniłam swój sprzęt na jeszcze dłuższe tele, czyli obiektyw typu 600 mm. Teraz mogę małe ptaki fotografować z dość dużej odległości. To jest mój kompromis względem ptaków i ich potrzeb, bowiem fotografuję „z ręki” i z podchodu, a nie ze stacjonarnego ukrycia. Tym samym, ja mogę mieć dobre zdjęcia, a ptakom nie przeszkadzam. Oczywiście, na duże ptaki typu wrony, pawie, kaczki czy łabędzie biorę obiektyw krótszy, bo inaczej nie byłabym w stanie zrobić im zdjęć.

    A ile tych zdjęć powstało przez ostatnie 10 lat? Co się z nimi dzieje?

    Mam w domowym archiwum cyfrowym kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, w katalogach. Również zdjęcia motyli, pejzaży, drzew, kwiatów, innych obiektów. Założyłam swoją stronę internetową pod nazwą www.ptakimiasta.pl, bo specjalizuję się w fotografii ptaków miasta - w parkach, na terenach otwartych, w infrastrukturze miejskiej, na stawach i jeziorach.

    Mam swoją stronę na Facebooku pod nazwiskiem oraz inne strony, jak „Ptaki na Stokłosach”, „Kochany wróbel” czy „Kanał Piaseczyński – ostoja ptaków”. Naprawdę warto tam zaglądać, bo staram się dzielić swoją wiedzą i to nie jest tylko galeria ptaków, ale również wiele wiadomości.

    Zatem, poza uprawianiem hobby, mam też misję – popularyzację wiedzy o ptakach w jak najszerszym zakresie i o ich ochronie. Miasto niesie dla zwierząt wiele zagrożeń, ale też daje im wiele korzyści. Jako gatunek myślący, my ludzie powinniśmy  starać się pomagać zwierzętom, co będzie z korzyścią i dla nich i dla nas.

    Czy zdjęcia są doceniane przez szerszą publiczność?

    W 2017 r. miałam wystawę zdjęć ptaków w Bibliotece na Ochocie w „Warszawskiej Galerii Ekslibrisu”. Wystawiłam tam 40 plansz ze zdjęciami ptaków miejskich. Zestaw moich zdjęć został wykorzystany w czasie pikniku sąsiedzkiego przy ul. Szwoleżerów. Ja i moja koleżanka „po fachu” opowiadałyśmy o ptakach z rejonu Kanału Piaseczyńskiego, a zwłaszcza o słynnych na całą Warszawę nurogęsiach z małymi, pokonującymi dwie ulice i zbiorniki wodne w drodze do Wisły. Tam gna je instynkt.

    Brałam udział też udział w dzielnicowych konkursach „Ursynów w obiektywie mieszkańców” i „Pocztówka z Ursynowa”. W tym drugim mojemu „Różowemu wróblowi”, który usiadł na krzewie przy wejściu do metra Ursynów, internauci przyznali II miejsce.

    Teraz cztery moje zdjęcia trafiły do finałowej dwudziestki w konkursie dotyczącym dzikich ptaków w Warszawie. W tym - portret czeczotek na brzozowych szyszkach, uplasował się na II miejscu. Celem konkursu było „rzucenie światła na dzikie życie miasta i zainspirowanie do działania w celu jego ochrony, za pomocą siły obrazu”. Pod koniec lipca nagrodzone i wyróżnione zdjęcia zostaną wyeksponowane publicznie w kilku miejscach Warszawy.

    Angażuje się Pani społecznie w pomoc zwierzętom, głównie ptakom na Ursynowie. Jakie to akcje?

    Część moich zdjęć przekazuję Renacie Markowskiej, prezesce Fundacji „Noga w Łapę. Razem idziemy przez świat”, gdzie działa Ptasi Patrol Interwencyjny, do kalendarzy, wykorzystywanych w różnych celach, broszur edukacyjnych i ulotek, zakładek do książek i innych gadżetów ze zdjęciami ptaków.

    W 2016 r. robiłam też zdjęcia potrzebne do walki o Plac Wielkiej Przygody na Stokłosach, pokazałam jakie ptaki tam występują i pojawiają się w czasie migracji. Powstała opinia ornitologiczno-przyrodnicza pod znakiem firmowym Fundacji Renaty Markowskiej. Postarałyśmy się wykazać, że usunięcie drzew i roślin, doprowadziłoby do zniszczenia siedlisk ptaków.

    W 2015 r. brałam udział w budżecie partycypacyjnym, kiedy Renata Markowska wystąpiła z pomysłem murali z budkami lęgowymi. To ja wymyśliłam nazwę „Ptasie mieszkanie na pustej ścianie”, Renata opisała i uzasadniła projekt, który otrzymał poparcie mieszkańców Ursynowa. To był duży sukces i dzięki projektowi powstały pierwsze ptasie murale na Ursynowie, a wróble i jerzyki zyskały wiele budek lęgowych.

    Co roku uczestniczę w ogólnopolskim Zimowym Ptakoliczeniu (koniec stycznia, dwa dni). Chodzi o stwierdzenie jakie gatunki i ile ptaków pojawia się w zimie w rejonie siedzib ludzkich i przy karmnikach. W styczniu 2018 r. wróbel zajął w Polsce II miejsce pod względem liczebności. To mnie mile zaskoczyło. A jednocześnie, potwierdziło moje własne obserwacje – wróbli przybywa.

    Widzę to w wielu dzielnicach Warszawy, również na Ursynowie. Przyszło mi do głowy, że czas już zareagować na powtarzające się do znudzenia twierdzenie „coraz mniej wróbli, giną nam wróble!” i wreszcie policzyć, ile ich naprawdę jest. Rzuciłam w jednej z FB grup hasło – policzmy wróble w Warszawie! OTOP we współpracy z  Fundacją „Psubraty” wdrożyły pilotażowy projekt, wsparty techniką elektroniczną.

    A jeśli chodzi o inne formy mojego zaangażowania, to m.in. obserwuję i robię zdjęcia dokumentacyjne miejsc lęgowych ptaków w budynkach, które potem ornitolodzy mogą wykorzystać w swoich opiniach niezbędnych przed podjęciem prac termomodernizacyjnych i remontów budynków.

    Reaguję na apele i podpisuję petycje dot. ochrony zwierząt, np. przeciw zabijaniu dzikich ptaków (tzw. „13-tka ptaków” w pewnym okresie traktowanych jako łowne), przeciw hodowlom zwierząt na futra, za tworzeniem dzikich łąk i ochroną owadów zapylających, przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, za zakazem montowania kolców na gołębie, przeciwko wysyłaniu starych koni na rzeź  itp. 

    A jakie ptaki oprócz wróbli możemy spotkać na Ursynowie?

    Mam balkon na drugim piętrze, a z niego widok na duże drzewa, w tym na jarząb mączny, a obok niego na orzech włoski. Na ten ostatni, pod koniec lata i jesienią przylatują gawrony, wrony, dzięcioły, smakosze orzechów. Na moją prośbę, zarówno sąsiedzi jak i gospodarz domu, nie zbierają tych orzechów, pozwalają pożywiać się ptakom.

    Na drzewach przed moim balkonem przez cały rok pojawiają się ptaki, zarówno te które są lęgowe i osiadłe na Ursynowie (tj. kawki, sroki, wrony siwe, gawrony, szpaki, kwiczoły, wróble, mazurki, modraszki i bogatki, gołębie miejskie, grzywacze, sierpówki, piegże, kapturki, a czasami rudziki i strzyżyki) oraz zalatujące i migracyjne (w tym: jemiołuszki, czeczotki, czyże, dzwońce, jery, szczygły, gile, dzięcioły duże, sójki, grubodzioby, pierwiosnki, piecuszki, muchołówki żałobna i szara, świstunki, i wiele innych).

    Poza tym, na Ursynowie stale obecne są mewy: siwa, białogłowa, śmieszka, czasami srebrzysta a latem słyszymy cudowne pokrzykiwania i piski jerzyków, jaskółek dymówek i oknówek.

    A co rano przylatuje do mnie na balkon 17 wróbli i kilka mazurków oraz modraszki i bogatki. Dlaczego? Bo zawsze mają wodę do picia i do kąpieli. To bardzo ważne, bo mamy coraz bardziej gorące lata. Czasami podsypuję im garść łuskanego słonecznika. Przecież to ziarnojady. Słonecznik to jak najbardziej naturalny pokarm dla tych ptaszków. One jedynie dla piskląt polują na owady. Pisklęta  odżywiać się muszą białkiem, więc oboje rodziców fruwa od rana do wieczora i zapycha wciąż głodne i rozkrzyczane dziobki owadami, liszkami i wszelakimi pędraczkami.

    Zawiesiłam w zeszłym roku budkę lęgową dla sikor na ścianie swojego balkonu. Budka od razu się przyjęła – wprowadziła się do niej bogatka. Co roku ma 2 lęgi. Teraz właśnie trwa drugi. Słychać piskliwe głosiki z budki, a rodzice tylko śmigają w tę i z powrotem …

    Czy oprócz zwiększenia populacji wróbli, od ostatniej rozmowy z nami, zauważyła Pani w ursynowskim ptasim świecie jakieś zmiany?

    Przez ostatnie trzy lata dużo się działo w naszej dzielnicy. Spółdzielnia „Stokłosy” przeprowadziła w wielu budynkach termomodernizacje i remonty. To spowodowało, że pilnowałam na co dzień tego co się dzieje w okolicy, robiłam dziesiątki zdjęć i współpracowałam z ornitologami oraz z „Ptasim Patrolem”. Mieliśmy dobrych ornitologów, sumiennych i skutecznych. Na niektórych budynkach zawieszono, w ramach kompensowania strat miejsc lęgowych jerzyków, wróbli, kawek i sikor, nawet i 40 budek lęgowych, na innych – po kilkanaście. To chyba najlepsza pod tym względem spółdzielnia mieszkaniowa.

    Także budki lęgowe dla kawek na drzewach – to moja zasługa. Pilnuję też, żeby było jak najwięcej nasadzeń krzewów, drzew, roślin kwiatowych i jak najmniej koszenia. To ostatnie jest ważne, bowiem wiele roślin musi zakwitnąć i wytworzyć nasiona, które są następnie pokarmem dla ptaków. Potrzebnym w ciągu roku, ale też w zimie.

    Ursynów jest zieloną dzielnicą, ma stawy i jeziora, las Kabacki, wiele parków. Mam wrażenie, że spółdzielnie i władze dzielnicy dbają – każdy we własnym zakresie – o potrzeby mieszkańców, a przy tym korzystają ptaki i inne dzikie zwierzęta,  np. jeże. Mamy ich wiele na Ursynowie.  I kiedy tak spaceruję z plecakiem i aparatem po dzielnicach Ursynowa, to wszędzie słyszę ptasie głosy i widzę ptaki odpoczywające, żerujące, zalecające się.  Jest dla nich miejsce  w naszych sercach. I nawet jeśli nie wszyscy dostrzegają lub doceniają obecność ptaków, to one same tworzą taki specyficzny mikroklimat, w którym nam wszystkim lepiej się żyje.

    A z jakimi ptasimi problemami boryka się nasza dzielnica?

    To, czego nie udało się rozwiązać to kwestia gołębi. Ja je lubię, są piękne. Mają swoją logikę i upór w dążeniu do zdobycia pożywienia. Ludzie je płoszą, przeganiają, a ja uważam, że im także należy się szacunek i miejsce w naszej dzielnicy.

    Gdzieniegdzie pojawiają się nawet kolce, co jest straszne i stanowi dla wielu ptaków śmiertelne zagrożenie. Wiem, że ludziom nie można zabronić karmienia gołębi, ale duże karmniki też nie zdają egzaminu, bo karmiący zamiast odpowiedniej karmy wrzucają do nich bochny chleba, które potem pleśnieją.

    Nie wiem jak rozwiązać ten problem – może trzeba wyznaczyć jakieś miejsca, jak np. na Domu Sztuki, choć to też nie jest idealne? Może sterylizacja? W tym temacie trzeba podziałać z fachowcami na poziomie miejskim.

    Brak jest też miejsc, gdzie stale byłaby dla ptaków dostępna świeża woda. W ogóle, za mało się dba o zieleń latem, w czasie upałów. Nie wiem czy to kwestia oszczędności wody, braku funduszy? Dlaczego nie podlewa się nowych nasadzeń. Więdną kwiaty, umierają świeżo posadzone drzewka, bo po prostu nikt nie podlewa. Nie ma oczek wodnych w dzielnicach. Każda powinna mieć swoją fontannę czy jakieś miejsce publiczne z bieżącą wodą.

    Co latem możemy zrobić, żeby pomóc ptakom na Ursynowie?

    Teraz przede wszystkim zapewnić ptakom dostęp do wody i dużo spokoju. Trwa okres lęgowy, ptaki wychowują młode, w gniazdach są pisklęta z drugiego lęgu, a bywa że wróble i sikory zaczynają trzeci lęg. Trzeba obserwować budynki, w których szykują się remonty. Trzeba sprawdzać czy gdzieś nie zamurowano jakiegoś gniazda, nie utrudnia się ptakom dostępu do gniazd, nie płoszy ptaków i nie utrudnia karmieni potomstwa.

    Sezon lęgowy, wyznaczony prawem, trwa od 1 marca do 15 października. W tym czasie prawo zabrania szkodzenia ptakom i utrudniania im rozwoju, a zniszczenie siedliska wymaga uzyskania zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i spełnienia innych określonych prawem wymogów. Ale to kwestia odrębna, na inny temat rozmowy …

    Trzeba też rozsądnie podchodzić do koszenia traw i dzikich łączek. Tam mogą też być gniazda ptaków, a poza tym są to miejsca schronienia dla podlotów, które już są poza gniazdem, ale jeszcze nie umieją dobrze latać. Przycupnięte, ukryte odzywają się cichutko i rolą rodziców jest ich znalezienie i nakarmienie. Nie zabieramy więc samotnych podlotów, bo czuwają nad nimi rodzice.

    Trzymajmy nasze pieski na smyczy, odganiajmy koty bo potrafią zagryźć małego ptaszka, nie płoszmy i nie przeszkadzajmy rodzicom w wychowywaniu potomstwa. Wystarczy postawić się w ich roli – i wszystko będzie dobrze. Wrażliwość i empatia – to wystarczy, żeby pomagać ptakom na Ursynowie.

    Dziękuję za rozmowę.

     

    W galerii prezentujemy m.in. zdjęcia ptaków z Ursynowa, w tym czeczotek, które wywalczyły II miejsce w konkursie „Warsaw WildLife” oraz trzy wyróżnione fotografie przedstawiające: rudzika stojącego na gałązce pokrzywy, zimowego wróbla na krzaku i gawrona zdegustowanego zimowym otoczeniem.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 31

    • 24
      BARDZO PRZYDATNY
    • 2
      ZASKOCZONY
    • 2
      PRZYDATNY
    • 1
      OBOJĘTNY
    • 1
      NIEPRZYDATNY
    • 1
      WKURZONY
    • 0
      BRAK SŁÓW

    5Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~W. 5 4 miesiące temu

      piękne zdjęcia

      Edytowany: 4 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~alf 4 5 miesięcy temu

      Czy ktoś widział na Ursynowie zimorodka? Mieszkam na Zielonym Ursynowie i często jestem na polach przy jeziorku grabowieckim, tam przy kanale widziałam w locie ptaka podobnego do zimorodka. Czy to możliwe?

      Edytowany: 5 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Mila 3 5 miesięcy temuocena: 100% 

      Piękne zdjęcia!

      Edytowany: 5 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 4 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~SpaślaczekUrsynowski 2 5 miesięcy temuocena: 100% 

      Lubie naszych skrzydlatych braci w Warszawie, tylko to sranie po samochodach :(. Ostatnio zostawiłem na 4 godziny auto po woskowaniu i już cały dach zasrany i mało tego Kawka tłukła mi po masce orzeszkiem. Normalnie jak żyć! :)

      Edytowany: 5 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 8 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~SpaślaczekUrsynowski 1 5 miesięcy temuocena: 100% 

      I do tego to 12 z 20 zdjęcie gołębia w stylu "komu by tu klocka teraz puścić" hehe

      Edytowany: 5 miesięcy temu

      oceń komentarz 8 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.1616 sekundy
    REKLAMA