REKLAMAA1-AUCHAN-01-07----31-12-2019
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ7 października 2019, 13:29 komentarzy 14

    (SK)

    Politycy nieudolnie zmienili, mieszkańcy zapłacili - tak można podsumować nieudaną dekomunizację warszawskich ulic. Na Ursynowie spółdzielnie mieszkaniowe straciły na tym około 80 tys. złotych i prawdopodobnie nigdy tych pieniędzy nie odzyskają. Wojewoda, który zarządził zmiany, nie zamierza płacić. 

    Na początku 2018 roku wojewoda mazowiecki zarządzeniem zastępczym zdekomunizował na Ursynowie cztery ulice. Wasilkowskiego zmieniła się w ul. Wojciecha Kilara, Służby Polsce w Kazimierza Kardasia "Orkana", Związku Walki Młodych w Andrzeja Romockiego "Morro", a ul. Kulczyńskiego w Rodziny Ulmów.

    Spółdzielnie mieszkaniowe i miasto dostosowały się do decyzji i wymieniły tablice z patronami. Te wisiałby bardzo krótko, bo kilka miesięcy później - na wniosek miasta - Naczelny Sąd Administracyjany ostatecznie uznał, że Instytut Pamięci Narodowej niewystarczająco uzasadnił, dlaczego stare nazwy ulic propagują ustrój totalitarny. Dawni patroni wrócili.

    Poza "Stokłosami", które wstrzymały się z wymianą do ostatecznego werdyktu sądu, pozostałe spółdzielnie stanęły przed nie lada wyzwaniem. Trzeba było usunąć nowe tablice i ponownie zamontować stare. Część z nich nie nadawała się do użytku, więc trzeba było zamówić nowe, co jeszcze podniosło koszt całej operacji.

    Wojewoda umywa ręce

    W spółdzielni "Imielin" uznano, że mieszkańcy nie mogą ponosić finansowej odpowiedzialności za błędne decyzje urzędników rządowych.

    - W połowie maja wysłaliśmy wezwanie do zapłaty do reprezentującego Skarb Państwa wojewody mazowieckiego opiewające na prawie 21 tys. złotych. Otrzymaliśmy odpowiedź odmowną i nie zapadła jeszcze decyzja, czy i jakie kroki podejmiemy w tej sprawie - dowiadujemy się w spółdzielni.

    "Imielin" nieco zaoszczędził, bo nie zdecydował się zamawiać nowych tablic ze starą nazwą, bojąc się kolejnej modyfikacji prawa. Dlatego nie powróciły wielkie plansze wiszące na blokach, a tylko małe - przy klatkach schodowych.

    Koszty dekomunizacji minimalizowała też Spółdzielnia "Jary" - na zamieszaniu z wymianą nazwy ul. Służby Polsce na Kardasia "Orkana". Wiele z 50 starych tablic dało się ponownie zawiesić, poza tym wszystkie prace montażowe wykonali pracownicy spółdzielni w ramach swoich obowiazków, a nie firma zewnętrzna.

    - To i tak prawie 17 tys. złotych, których wojewoda nie chce nam zwrócić, tłumacząc się, że wydał zarządzenie zastępcze i wszelkie roszczenia należy kierować do właściciela gruntu. Jak rozumiemy, prezydenta Warszawy. Tak jak innym spółdzielniom zostaje nam droga sądowa. Jeszcze nie zapadły decyzje w tej sprawie - informuje SMB "Jary".

    Najwięcej na nieudanej dekomunizacji straciła spółdzielnia "Na Skraju". Wymiana 65 tabliczek z adresami przy ul. Rodziny Ulmów na Kulczyńskiego kosztowało ponad 30 tys. złotych. Zarząd twierdził wówczas, że wystąpi do wojewody o zwrot tych pieniędzy. Jak dotąd nie zdecydował się jednak wystąpić o refundację tych kosztów.

    Wojewoda mazowiecki uważa, że nie musi zwracać pieniędzy, bo to prezydent stolicy nie wykonał w terminie ustawy dekomunizacyjnej.

    - Wojewoda powierzył wykonanie zarządzenia zastępczego w przedmiocie zmiany nazwy prezydentowi Warszawy. Zgodnie z powyższym, wojewoda mazowiecki nie nałożył niniejszym zarządzeniem na żadną spółdzielnię mieszkaniową obowiązku podjęcia jakichkolwiek działań w przedmiocie wykonania zarządzenia zastępczego – stwierdza rzeczniczka wojewody Ewa Filipowicz.

    Urząd wojewódzki odsyła spółdzielnie do urzędu miasta. A miasto samo zastanawia się czy nie pozwać skarbu państwa o straty wyceniane na ok. 500 tys. złotych.

    Kto za to płaci?

    Zapytaliśmy jeszcze mieszkańców dekomunizowanych ulic, jak oceniają całe zamieszanie.

    - To jeszcze jeden kamyczek do ogródka rządzących. Wymyślają ideologiczne wojenki na koszt podatnika. Bo jak spółdzielnie odzyskają pieniądze, to nie z kieszeni polityka, który to wymyślił, tylko nas wszystkich. To jak w tym powiedzeniu: "Kto za to płaci? Pan, pani, społeczeństwo" - oburza się pani Magdalena z ul. Służby Polsce. 

    - Mi bardziej podobało się mieszkać przy Kilara, bo to znany na świecie kompozytor, a ten Wasilkowski to jakiś partyjniak. Spółdzielnia nie miała nic do gadania, jak kazali to zmieniła, dlatego nie mam pretensji. A że sporo kosztowało? Trudno, na gorsze rzeczy wydaje się nasze pieniądze - komentuje pan Zdzisław.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 53

    • 3
      BARDZO PRZYDATNY
    • 3
      ZASKOCZONY
    • 4
      PRZYDATNY
    • 3
      OBOJĘTNY
    • 2
      NIEPRZYDATNY
    • 21
      WKURZONY
    • 17
      BRAK SŁÓW

    14Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~wiernaczytelniczka 14 wczoraj 14:55

      TYLKO PREZES ŻUK MÓGŁBY ROZWIĄZAĆ TEN WĘZEŁ GORGONOWEJ! TO CZŁOWIEK O WIELKIM SERCU I PEŁNY ODWAGI I UCZCIWOŚCI! TEN BERLIŃSKI TO JAKIŚ POZBAWIONY SERCA TERMINATOR

      Edytowany: wczoraj 18:05

      odpowiedz oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Grażyna z Gogolina 13 13 dni temuocena: 43% 

      Zabrakło wspaniałego człowieka. Pana prezesa Żuka. Odwołany w skandalicznych okolicznościach, a atmosferze puczu przez ciemne i złe siły. Teraz pozbawieni uczciwego przywódcy spółdzielnia idzie na dno.

      Edytowany: 13 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 4 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~WkurzonyArogancjąWładzy 12 13 dni temuocena: 79% 

      Zgodnie z Kontytucją i Kodeksem cywilnym, organ władzy publicznej który wyrządził komuś szkodę poprzez działanie sprzeczne z prawem zobowiązany jest do jej naprawienia. Wojewoda wydał sprzeczne z prawem zarządzenie zastępcze, sprawa jest więc jasna. Przydałoby się, żeby spółdzielnie podały arogantów ze Skarbu Państwa do sądu cywilnego.

      Edytowany: 13 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 22 6 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~krak 11 13 dni temuocena: 75% 

      Masz rację. Ale nawet gdy spnie wygrają w sądach to poniosą koszty sądowe, prawnika. W sumie nie wiadomo czy cokolwiek zyskają. A pieniądze zapłaci państwo, czyli wszyscy. A nie zacietrzewieni ideologicznie urzędnicy.

      Edytowany: 13 dni temu

      oceń komentarz 6 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~WkurzonyArogancjąWładzy 10 13 dni temuocena: 80% 

      Strona wygrywająca otrzymuje zwrot kosztów, choć może się okazać, że nie w pełnej wysokości. Ale jasne, że najważniejsze jest tutaj zacietrzewienie, i to nawet nie tylko urzędników, lecz ustawodawcy, który uchwalił głupią ustawę, zachęcając do dekomunizacji 30 lat po zmianie ustroju, gdy Polacy już sami zmienili wszystkie nazwy i obalili wszystkie pomniki, na których im zależało.

      Edytowany: 13 dni temu

      oceń komentarz 12 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~krak 9 12 dni temuocena: 100% 

      Właśnie o to mi chodziło - wygrany uzyskuje formalnie zwrot kosztów, co na ogół jest tylko częścią faktycznych kosztów jakie poniósł.

      Edytowany: 12 dni temu

      oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~mol 8 9 dni temuocena: 100% 

      Cytat właściwy, tylko interpretacja błędna. "organ władzy publicznej który wyrządził komuś szkodę poprzez działanie sprzeczne z prawem zobowiązany jest do jej naprawienia". Tym organem bezprawnie przywracającym komunistyczne nazwy ulic jest ratusz warszawski. To zacietrzewienie ratusza wygenerowało koszty , nie tylko w wymiany tabliczek, ale i wpisów w dokumentach bankowych, księgach wieczystych, dowodach osobistych, prawach jazdy .... itd.... . Mieszkańcy tych ulic powinni pozwać ratusz do zwrotu kosztów i straty moralne.

      Edytowany: 9 dni temu

      oceń komentarz 4 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~qwr 7 13 dni temuocena: 73% 

      Jakie to typowe dla PiSowskiej władzy: arogancja i lekceważenie obywateli

      Edytowany: 12 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 27 10 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~je cie nie mogę 6 13 dni temuocena: 40% 

      Leming to stan umysłu

      Edytowany: 12 dni temu

      oceń komentarz 10 15 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~BOLEK 5 13 dni temuocena: 59% 

      zamelduj to Neumannowi

      Edytowany: 12 dni temu

      oceń komentarz 10 7 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Odp 4 12 dni temuocena: 50% 

      o, widzę, że komuchy i głupcy dobrze trzymaj się na Ursynowie.

      Edytowany: 12 dni temu

      oceń komentarz 8 8 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Paweł W-wa 3 11 dni temuocena: 20% 

      Na szczęście na Ursynowie w niedzielę PIS dostanie baty :-)

      Edytowany: 11 dni temu

      oceń komentarz 1 4 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~zapłaci Trzaskowski 2 13 dni temuocena: 33% 

      Skoro spółdzielnie nie poszły do sądu to znaczy, że wiedzą, iż wojewoda ma rację.

      Edytowany: 13 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 15 30 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Zły porucznik 1 13 dni temuocena: 80% 

      Wojewoda, żeby mieć rację, musi sam mieć jakiś osąd czy choćby zalążek myśli. A de facto, jedyne co ma, to obowiązek wykonywania poleceń płynących z góry (choć w tym kontekście "góra" brzmi całkiem zabawnie), nic więcej.

      Edytowany: 13 dni temu

      oceń komentarz 20 5 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.3892 sekundy
    REKLAMAA2-URZAD-LOKAL---17-10----24-10-2019