REKLAMAA1-AUCHAN-01-07----31-12-2019
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ27 lipca 2019, 09:55 komentarzy 4
    Konrad w studio tatuażu przy Dereniowej prowadzi od 1995 roku

    Konrad w studio tatuażu przy Dereniowej prowadzi od 1995 roku (KT)

    Historia warszawskiego tatuażu ma swoje korzenie na Ursynowie. Prawie 25 lat temu na Imielinie powstało studio, które działa do dziś. O początkach, tatuażach na świńskich skórach, rewolucji sprzętowej i pokoleniowej rozmawiamy z Konradem, który ćwierć wieku temu założył "Studio Dereniowa". 

    Twoje studio było pierwszym w Warszawie?

    Pierwszym nie. Przed nami funkcjonowało kilka innych, jednak wszystkie upadły. My zostaliśmy i obecnie jesteśmy najstarszym, nieprzerwanie działającym studiem w Warszawie.

    Kiedy zaczęła się ta historia?

    Zaczęliśmy w 1995 roku. Działamy już prawie 25 lat. Tatuaż był wówczas szokujący, zupełnie inaczej postrzegany niż teraz.

    Spotykałeś się z opiniami, że studio tatuażu to dziwaczny pomysł?

    To było coś na tyle nowego, nieznanego, że raczej mówiono, że się nie przyjmie. Jednak rozwinęliśmy się szybko, zdobyliśmy klientów i taki problem przestał istnieć. Nie zastanawialiśmy się nad tym, jak nas postrzegają. Szliśmy do przodu.

    Czemu akurat Ursynów?

    To wyszło naturalnie. Mieszkałem na Ursynowie, stąd pochodziłem, to było moje miejsce, więc też tutaj powstało studio.

    Dzielnica była wtedy innym miejscem...

    Zupełnie innym. Nie było jeszcze nawet Leclerca, nie mówiąc o innych supermarketach.

    Z czym Ci się kojarzy Ursynów lat młodzieńczych?

    Place budowy. Razem z kolegami zwiedzałem powstające stacje i tunele metra.

    Co Cię tutaj denerwuje?

    Denerwuje to może zbyt mocne słowo, ale Ursynów jest mocno zakorkowany i to drażni.

    A co tutaj lubisz?

    Przede wszystkim to, że nie trzeba nigdzie jechać, żeby coś załatwić. Nie trzeba opuszczać dzielnicy, która nie jest już tylko sypialnią. Chcesz coś zjeść, idziesz do knajpy tutaj. Chcesz obejrzeć film, jest kino. Brakuje już chyba tylko teatru.

    W tatuowaniu też sporo się zmieniło?

    Bardzo dużo. W latach 90. był zupełnie inny klimat. Brak jakichkolwiek wyznaczników, standardów. Zasada była taka, że cokolwiek się zrobiło, było fajne. Wtedy wystarczyło mieć sprzęt, trochę odwagi i kilkanaście tatuaży wykonanych na świńskich skórach, pomarańczach, a później na znajomych. Potem byli klienci, którzy i tak byli zadowoleni, że są tatuaże. Nikt ich nie porównywał, bo nie było takich możliwości.

    Pierwsi klienci różnili się od dzisiejszych?

    Trendy zmieniają się bardzo szybko. Dzisiaj każdy może przyjść, żeby zrobić sobie tatuaż. Teraz rodzicie przyprowadzają dzieci, kiedyś to było niedopuszczalne. Obecnie przychodzą do nas dzieci naszych dawnych klientów.

    Kim byli ci dawni klienci?

    Kiedyś tatuaże robili sobie ci odważniejsi. Oczywiście wchodziły w to klimaty gangsterskie, muzyczne również. Przychodzili też jednak zwykli ludzie, którzy chcieli się pokazać. Bywało też tak, że pojawiała jedna osoba i rozpoczynała modę w jakiejś konkretnej grupie.

    Jakie były trendy w latach 90?

    Wtedy mało kto słyszał o Internecie. Zazwyczaj inspirowano się czasopismami zagranicznymi i katalogami. Często też było tak, że chętnie kopiowano tatuaże gwiazd muzycznych. Popularne były trybale i tak zwane oldschoole z mocnym konturem. Dostęp do inspiracji był ograniczony. Dziś odpalasz sieć i w zasięgu ręki masz setki wzorów, zdjęć i grafik. Katalogi cały czas mam w studiu, ale mają wartość sentymentalną. Nie korzystamy z nich już w ogóle.

    Ludzie są dziś bardziej świadomi?

    Teraz zazwyczaj tworzymy wzory. Czasem ludzie przynoszą jakieś materiały, poskładane elementy. Rzadko się już kopiuje tatuaże. Unika się takich sytuacji, a kiedyś było tylko to.

    Dzisiaj masz więcej klientów?

    Kiedy otwieraliśmy, były chyba jeszcze dwa punkty w całej Warszawie. Teraz podobno jest ich ponad sto. W tym momencie jest to rynek bardzo chłonny, ale i trochę przepchany. Konkurencja jest duża, ale ze względu na staż w branży nam jest zdecydowanie łatwiej.

    Na Ursynowie jest więcej zakładów?

    Podejrzewam, że trzy, może cztery.

    Jakim tatuażem Ty się zajmujesz?

    Specjalizuję się w tatuażach ornamentowych, graficznych, cieniowanych i precyzyjnych mandalach. Rzadko wykonuję wzory kolorowe. Mamy w studiu tatuatorów, którzy specjalizują się w kolorze. Każdy robi to, w czym czuje się najlepiej.

    Zdarzyło Ci się odmówić zrobienia jakiegoś tatuażu?

    Tak, ale raczej ze względów technicznych, nie ideologicznych.

    Do studia przychodzi ktoś, kto chce wytatuować sobie swastykę. Co robisz?

    Jeśli pytasz o swastykę nazistowską, to nie wykonałbym jej. To prawnie zabronione.

    Zdarzyło Ci się zrobić tatuaż, którym zawiodłeś klienta?

    Takie sytuacje się nie zdarzają. Staram się na tyle porozmawiać z klientem, żeby poznać jego oczekiwania. Jeśli wszystko jest dograne i dogadane, to mam pewność, że klient będzie zadowolony.

    Jak było ze sprzętem? Powstawał na zasadzie domowego majsterkowania?

    Sprzęt zawsze był profesjonalny. Maszynki jednak bardzo różniły się od dzisiejszych. Majsterkowaniem było przygotowanie igieł. Kupowałem tysiąc pojedynczych i cały dzień lutowałem zestawy. To wymagało precyzji. Teraz idziesz do sklepu i kupujesz to, czego tylko potrzebujesz.

    Co zrobić, żeby zacząć tatuować?

    Najważniejszą rzeczą jest nauka rysowania i cierpliwość i dokładność. Bardzo ważne jest znalezienie mentora, który Cię poprowadzi. Każdy zaczyna inaczej. Miałem znajomego, który skończył ASP i teoretycznie powinien robić super tatuaże, ale kompletnie sobie nie radził. Inny znajomy, który był mechanikiem samochodowym, był bardzo dobrym tatuatorem. Skóra ludzka to nie jest płótno - trzeba nauczyć się na niej pracować. 

    Jak szlifujesz umiejętności?

    Dużo pracuję, rysuję, maluję. Obserwuję innych przy pracy - dzięki temu cały czas się rozwijam. 

    Co Cię inspiruje?

    Przy tworzeniu własnych motywów inspiruję się głównie naturą i architekturą. Z każdej podróży przywożę setki zdjęć, które później wykorzystuję.

    Dzięki za rozmowę.

    (Rozmawiał Kuba Turowicz)

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 110

    • 40
      BARDZO PRZYDATNY
    • 5
      ZASKOCZONY
    • 13
      PRZYDATNY
    • 12
      OBOJĘTNY
    • 4
      NIEPRZYDATNY
    • 13
      WKURZONY
    • 23
      BRAK SŁÓW

    4Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~konstytucja 4 4 miesiące temuocena: 67% 

      Jedyny plus tej mody jest taki ze widząc tatuaż od razu wiesz że masz do czynienia z patologia.

      Edytowany: 4 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 4 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~piękny czas 3 4 miesiące temuocena: 67% 

      A ileż to żółtaczek się porozdawało, ile kił

      Edytowany: 4 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 2 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~zielarz 2 4 miesiące temuocena: 100% 

      A może jeszcze by Szanowny Pan wspomniał, że standardowe farby stosowane w tatuażu dość mocno zanieczyszczają organizm uwalniając składniki do krwi. Oczywiście nie dotyczy to farb naturalnych robionych z roślin, ale te są o wiele droższe. Problem szczególnie dotyczy kobiet ze względu na ciąże. W praktyce tatuaż wielkości większej niż dłoń zaczyna być problemem zdrowotnym o ile jest zrobiony standardowymi farbami.

      Edytowany: 4 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Kronik 1 4 miesiące temu

      A ktoś go o to zapytał podczas wywiadu? :-)

      Edytowany: 4 miesiące temu

      oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.2866 sekundy
    REKLAMAA2-PizzaSANGIOVANNI-01-12----31-12-2019