REKLAMAA1-DAGRASSO----13-05----13-08-2020
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ9 maja 2020, 08:58 komentarzy 9

    Redakcja Haloursynow.pl

    napisz maila ‹
    moje artykuły ‹

    (archiwum prywatne)

    Mija 33. rocznica najtragiczniejszej katastrofy w dziejach polskiego lotnictwa - katastrofy samolotu PLL LOT "Kościuszko" na południowym skraju Lasu Kabackiego. Tak jak dziś była słoneczna sobota...

    - Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy - to ostatnie słowa kpt. Zygmunta Pawlaczyka, dowódcy załogi samolotu Ił-62M "Tadeusz Kościuszko", który 9 maja 1987 roku rozbił się w Lesie Kabackim podczas próby awaryjnego lądowania na Okęciu.

    Dokładnie 33 lata temu, kilkanaście minut po godz. 11:00, szykujący się do awaryjnego lądowania w związku z awarią silników i pożarem IŁ 62M "Tadeusz Kościuszko" zaczął ścinać pierwsze drzewa w lesie. Po chwili ogromna maszyna runęła na ziemię - zabrakło dosłownie 40 sekund, aby dolecieć do lotniska.

    Dziś z powodu pandemii - wyjątkowo - przy głazie i krzyżu w miejscu katastrofy nie zgromadzą się rodziny i przyjaciele tych, którzy zginęli. 

    Na pokładzie było 172 pasażerów oraz 11 osób z załogi. Najmłodsza ofiara miała zaledwie pół roku, najstarsza 95 lat. Siła uderzenia była tak duża, że aż 62 ciał nigdy nie zidentyfikowano. Na miejscu katastrofy odnaleziono biblię, w której na pierwszej stronie tytułowej napisano: 

    „Dn. 9.05.1987 r. Awaria w samolocie co będzie Boże, Halina Domeracka 02-647 Warszawa ul. R. Tagore”.


    na zdjęciu powyżej: artykuł "Skrzydlatej Polski" z 1987 roku 

    - To była słoneczna sobota - wspominają mieszkańcy. Spadający samolot za którym ciągnęła się łuna ognia, widziało wielu mieszkańców Józefosławia. Ogień i dym unoszący się znad Lasu Kabackiego zauważyła mieszkanka ul. Jagielskiej. Wcześniej o awaryjnym lądowaniu wiedzieli już strażacy, którzy docierali na miejsce. Akcją kierował płk. Edward Gierski.

    Ulicą Puławską i Rosoła pędziły sznury karetek, radiowozów i wozów straży pożarnej na sygnale - jechały w kierunku Powsina.

    - Po przybyciu na miejsce ogarnął mnie makabryczny widok. Wokół porozrzucane szczątki ludzkie, fragmenty bagaży, różnego rodzaju przedmioty. To, co człowiek ma w bagażu najczęściej, czy też co na co dzień nosi przy sobie - wspomina Edward Gierski. - Panowała cisza, było tylko słychać dopalające się fragmenty samolotu. Nasłuchiwaliśmy, czy nie słychać jakichś odgłosów, jakichś wołań o pomoc, jęków cierpiących ludzi... No i tu... Niestety...

    - opowiada płk. Gierski. W akcji gaśniczej brało udział prawie 200 strażaków. Mieli do ugaszenia prawie 6 hektarów lasu. Ratować nie było już kogo.

    - Pamiętam, kiedy ustalałem granicę - może nie samego zdarzenia, tylko bezpośredniego miejsca uderzenia samolotu - było to po prawej stronie od ogona, na wysokości mojej twarzy wisiało ciało malutkiego dziecka, na gałęziach. I to był dla mnie moment, który będę pamiętał całe życie - mówi Edward Gierski.

    Podobne relacje świadków można przeczytać w książce Marka Sarjusza-Wolskiego pt. „Cisza po życiu”, w której autor obok opisu wydarzeń z katastrofy zebrał rozmowy z rodzinami i przedstawił życiorys każdej z ofiar lotu 5055.

    fot. Miejsce katastrofy – ścięty fragment lasu.

    Tamtego majowego przedpołudnia Danuta Makulska, mieszkająca pod lasem, pracowała w szklarni. Usłyszała huk i zobaczyła słup dymu. Pomyślała, że dom Kozikowskich się pali, i ruszyła na pomoc. Kilkusetmetrowy odcinek rowerem zajął jej najwyżej pięć minut. – Ścięte drzewa, blacha i kłęby dymu. 2,5 m ode mnie leżał kawałek ludzkiego korpusu z głową i strzępami kończyn – wspomina. Z szoku wyrwali ją wojskowi, którzy znienacka wyrośli przed nią i kazali się ewakuować.

    Artysta malarz Jerzy Ciesielski odbierał właśnie z kiosku teczkę z poranną prasówką. - Czytam, a tu nagle huk. Psy do domu wleciały, a przez okno widzę obraz, który nie dociera do wyobraźni – samolot wbija się w las. Pomyślałem, że las koło sąsiadów się pali, i złapałem za aparat – wspomina. Z zamkniętymi oczami wbiegł w dym.

    - Kiedy je otworzyłem, nogi wrosły mi w ziemię. Zobaczyłem bezgłowy korpus ludzki wbity w drzewo. Za mną pędzili jacyś ludzie, ale już nie zdążyli wejść. Znikąd pojawiły się szwadrony ZOMO, milicji, helikoptery. Szybko i sprawnie odgrodzili nas od szczątków samolotu – opowiada Jerzy Ciesielski, autor zdjęć z miejsca katastrofy. 

    Nie wie, kiedy udało mu się zrobić zdjęcia, których nie miała żadna agencja prasowa, a pewnie nawet i wojsko. Już ich nie ma – nie oddała jedna ze stacji telewizyjnych. Pamięta, że kiedy je wywoływał we własnej łazience, nie mógł uwierzyć w wyłaniające się czarno-białe kształty: żebra na drzewie, fragmenty odzieży, korpus zawieszony między dwoma pniami. Przez kilka lat nie przyznawał się do nich nikomu. Nie chciał podpaść rządowi, który miał swoją wersję kabackiej rzeczywistości.

    fot. Dwa dni po katastrofie. Teren ogrodzony kordonem milicji i ZOMO. (fot. Jerzy Ciesielski).

    fot. Miejsce katastrofy. Ratownicy wśród szczątków maszyny. Marek Kozyra

    fot. Strażacy biorący udział w akcji ratowniczej. Na dalszym planie silnik Iła-62M.

    fot. Fragmenty kadłuba samolotu.

    fot. Fragment turbiny sprężarki wysokiego ciśnienia. M. Kozyra

    Były leśnik, który od 1997 r. codziennie dogląda miejsca katastrofy prawie na pamięć zna nazwiska wyryte na pamiątkowym głazie. Autorowi książki "Cisza po życiu" tak wspomina: 

    Zbliża się rocznica i trzeba zadbać o wygląd lasu. Zrobiliśmy nowe ławki, pomalowaliśmy płoty, wymieniliśmy na drewniane te ohydne blaszane kosze. Niech rodziny wiedzą, że dbamy o miejsce tragedii – mówi i zaznacza, że chce pozostać anonimowy. Codziennie dogląda drzew, które kiedyś dosadzał na wypalonym podczas kraksy hektarze. Lipy, buki, dęby i jawory miały być sadzone kwadratami, w widoczną z lotu ptaka szachownicę. Ale w takim miejscu nic nie chce rosnąć jak trzeba...

    Pamiętają też zwykli ursynowianie, którzy podczas spacerów po lesie odwiedzają miejsce katastrofy i modlą się za tragicznie zmarłych. Wspominają tę upiorną, słoneczną sobotę.

    - Byłam wtedy dzieckiem, bawiłam sie na dworze na Ursynowie, widziałam ten samolot jak lecial i się palił, krzyczałam, pobiegłam do domu, nikt mi nie wierzył. A wieczorem - pamiętam jak dziś - płakałyśmy z Mamą, a Ona posadziła mnie w kuchni i słuchałysmy radia - czytali nazwiska ofiar tej tragedii. Miałam 7 lat, minęło ponad 30 lat. Pamiętam - opowiada pani Anna.

    Niektóre cytaty pochodzą z przywołanej książki Marka Saryusza-Wolskiego "Cisza po życiu"

    WIĘCEJ O KATASTROFIE WE WSPOMNIENIACH MOŻNA PRZECZYTAĆ W ARTYKULE W NASZYM "NIEZBĘDNIKU URSYNOWSKIM".

    VIDEO: Rodziny opowiadają o swoich bliskich, którzy zginęli w katastrofie (9 maja 2017 roku - 30. rocznica katastrofy)

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 64

    • 20
      BARDZO PRZYDATNY
    • 3
      ZASKOCZONY
    • 12
      PRZYDATNY
    • 1
      OBOJĘTNY
    • 2
      NIEPRZYDATNY
    • 0
      WKURZONY
    • 26
      BRAK SŁÓW

    9Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~SM 9 14 dni temuocena: 100% 

      Czy ktoś z rządu zająknął się na ten temat? 10 -go cały rząd składał hold pomnikowi L. Kaczyńskiego

      Edytowany: 14 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~marabella 8 14 dni temuocena: 100% 

      tragedia - czesc ich pamięci oraz tych, którzy nie szczędząc sił pomagali w identyfikacji i porządkowaniu szczątków - moja mama lekarz była wezwana z racji bliskiego zamieszkania na teren wpadku - koszmar - cześć ich pamięci!!!!

      Edytowany: 14 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~kurkawodna 7 15 dni temuocena: 30% 

      Samolot się rozbił, bo była odmowa lądowania na wojskowym lotnisku w Modlinie, a na Okęcie nie doleciał - tyle w temacie.

      Edytowany: 15 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 7 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Prawda 6 15 dni temuocena: 100% 

      Proponuje zapoznać się z faktami, a nie szerzyć fałszywe opowieści. Akurat Modlin wydał zgodę na lądowanie, a decyzje podejmował kapitan. Lądowanie IŁem 62, to nie jazda na hulajnodze.

      Edytowany: 14 dni temu

      oceń komentarz 7 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Warszawiak ( bardzo już stary ) . 5 15 dni temuocena: 100% 

      Cześć ich pamięci . Pamiętam jak widziałem chmurę dymu nad Lasem Kabackim .

      Edytowany: 15 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 6 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Prawda 4 16 dni temuocena: 80% 

      Warto dodac, ze pare lat wczesniej na Okeciu rozbil sie taki sam Ił, zginela wtedy śp. Anna Jantar. Takie byly koszty przyjazni polsko-radzieckiej, bo polscy lotnicy swietnie wiedzieli, ze lataja na beczkach prochu. A jak byli doskonali, to widac po opanowaniu pilota do ostatniej chwili - czlowiek z żelaza.

      Edytowany: 16 dni temu

      odpowiedz oceń komentarz 4 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~k 3 16 dni temuocena: 100% 

      I z tego samego powodu. Wada wykonania osi silnika. Jak to dawniej mawiano 'radziecka robota"

      Edytowany: 15 dni temu

      oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Stary Kukuruźnik 2 15 dni temu

      Był ponoć jeszcze jeden przypadek z Iliuszynem podczas lotu do Kanady. Poleciał z pasażerami, wrócił pusty - na trzech silnikach.

      Edytowany: 15 dni temu

      oceń komentarz 0 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~ uwielbiam_gumowe_gacie 1 15 dni temuocena: 100% 

      Te "beczki prochu" były niestety częściowo preparowane w polskich hangarach, bo znacznie przekraczaliśmy określone przez ruskich resursy silników.

      Edytowany: 15 dni temu

      oceń komentarz 2 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.3223 sekundy
    REKLAMAA2-DESEROWNIA--25-04---25-05-2020