REKLAMAA1-STARE-NA-NOWO-17-03----31-03-2019
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ25 grudnia 2018, 08:07 komentarzy 14

    Marta Siesicka-Osiak

    napisz maila ‹
    moje artykuły ‹
    Zima 1978 r. przy ul. Wiolinowej

    Zima 1978 r. przy ul. Wiolinowej (fot. Włodzimierz Witaszewski/ursynow.org.pl)

    REKLAMA

    Czterdzieści lat temu na Ursynowie większość mieszkańców szykowała się właśnie do pierwszej imprezy sylwestrowej w swoim nowym mieszkaniu. Nikt nie spodziewał się tego, co miało nastąpić za kilka godzin – mrozu, śniegu po pas, braku prądu, wody i gazu. Przedstawiamy trzy opowieści z tamtej pamiętnej zimy.

    Okrągła rocznica, która przypada w tym roku w związku z zimą stulecia (przełom 1978 i 1979 roku), skłoniła nasze czytelniczki do wspomnień z tych szczególnych dni. Tym bardziej szczególnych, że dla większości z nich była to pierwsza zima na Ursynowie. Wszystko zaczęło się niewinnie, kiedy rodziny spokojnie szykowały się do powitania Nowego Roku.

    W śniegu po pas… na imprezę!

    Basia, Jarek i mały Filip wprowadzili się latem 1978 r. do swojego M3 na Wiolinowej. Młode małżeństwo planowało spędzić sylwestra u znajomych nad Doliną Służewiecką. Po południu mieli pomóc gospodarzom w przygotowaniach, później zostawić syna u dziadków i wieczorem ruszyć na prywatkę.

    - Po południu padał śnieg, ale nie było tragedii. Kiedy wracaliśmy na chwilę na Ursynów okazało się, że Wałbrzyską nie chodzą już autobusy. Wtedy zaczęła się zima – opowiada Basia. – Mężowi wąsy przymarzły do ust, a trzyletni synek niesiony przez niego na barana, zaczął płakać, że nie czuje nóżek – wspomina.

    Rodzina, chcąc wrócić jak najszybciej na Ursynów, udała się na postój taksówek. – Było ich jak na lekarstwo, a ludzi cały tłum. Nas, jako rodzinę z dzieckiem, przepuszczono na początek kolejki – wspomina Basia i dodaje, że do „swojej” taksówki zabrała ich pani, która jechała kupić kwiatka w kwiaciarni na Puławskiej.

    Kierowca dojechał do wiaduktu przy wjeździe na Ursynów i powiedział, że dalej nie zaryzykuje jazdy. Rodzina brnąc w coraz większym śniegu dotarła na swoje osiedle. Syn został z dziadkami, a młode małżeństwo postanowiło nie rezygnować z sylwestrowej zabawy i udało się w drogę powrotną na Służew.

    - Śnieg był już miejscami po pas. Nikt nie odśnieżał, a cały czas padało. Doszliśmy do wysokości obecnego Megasamu. Tu był raj! Ludzie się zatrzymywali, solidarność nieprzytomna. Nie było samochodu, który by kogoś nie zabrał – opowiada Basia.

    Okazało się, że na imprezę nikt nie dotarł. Dopiero później ludzie zaczęli się schodzić. Wszyscy siedzieli w kożuchach. - Trójka rodzeństwa męża przyszła torami tramwajowymi z centrum - doszli do nas po północy – mówi mieszkanka Wiolinowej.

    Tej nocy wszyscy siedzieli w paltach, pili duże ilości rozgrzewających trunków i nocowali u gospodarzy. - W Nowy Rok wracaliśmy do domu ok. 6 rano. Była przepiękna pogoda, wyszło słońce i przyszliśmy na piechotę – mówi Basia.

    Wspomina jeszcze, że przez kolejne dni z dziećmi nie jeździło się do przedszkola, bo nie było jak. Lekarze dawali rodzicom zwolnienia, bo praktycznie nie jeździły autobusy. - Ale ludzie bardzo sobie pomagali, na ulicach Ursynowa nie było samochodów, które jechałyby z jedną osobą. To było takie podtrzymujące na duchu, że nie zostaliśmy tu zasypani i odcięci od świata – dodaje.

    Świeży śnieg przed blokami u zbiegu Puszczyka i Pięciolinii. fot. Włodzimierz Witaszewski/ursynow.org.pl

    Po jabłka w rajstopach

    W tym samym czasie w innym bloku na Wiolinowej do przyjęcia sylwestrowego powoli szykowali się Ania i Janek. Mieszkali od wiosny w swoim wspólnym mieszkaniu i postanowili zaprosić znajomych. Ale wcześniej mieli jeszcze coś do załatwienia.

    - Po Bożym Narodzeniu zrobiło się ciepło, tuż przed sylwestrem Janek z moim tatą pojechali na wieś po jabłka – mówi Ania. – Kiedy rano wstaliśmy było zero stopni, kiedy Janek dojechał z Ursynowa na Ochotę, już było minus 7 stopni – opowiada.

    Teściowa, kiedy zobaczyła Janka, zapytała czy ma na sobie kalesony, a gdy okazało się, że nie… - Wcisnęła go w swoje nylonowe rajstopy, które – jak mąż wspomina do dziś - poobcierały mu nogi do krwi – mówi Ania.

    Kiedy Janek z teściem dojechali na wieś na termometrach było już koło minus 15 stopni. Jabłka przemarzły w bagażniku i poobijały się w worach, które zaliczyły kilka poważnych upadków na śliskiej drodze do samochodu. Zdążyły jednak dojechać na sylwestra, podobnie jak nieliczni goście.

    - Przyjaciółka z Żoliborza wcześniej wyjechała z domu maluchem i jakoś dojechała. Siedzieliśmy i czekaliśmy na resztę – opowiada Ania.

    Po jakimś czasie dobrnął kolega jadący autobusem ze Stegien, który opowiadał, że wszyscy pasażerowie wyskakiwali i wyciągali autobus z kolejnych zasp. Dotarł też kolega z Ursynowa – cały w śniegu, wyglądał jak bałwan, był w stroju narciarskim, a pod spodem miał marynarkę.

    Rzecz, która utkwiła Ani w pamięci to jajka w majonezie. Impreza miała być składkowa, a ponieważ dotarła tylko część osób, to był nieduży wybór w dużych ilościach. Jajek był naprawdę dużo! Ania pamięta jeszcze, że węgiel nie dojechał wtedy do Warszawy i w mieszkaniach było chłodno. - Ludzie się dogrzewali gazem i grzejnikami. Daliśmy radę! – kończy swoją opowieść.

    Mały stok przy Surowieckiego od strony Końskiego Jaru. fot. Włodzimierz Witaszewski/ursynow.org.pl

    Do porodu autobusem

    Receptę na chłód do perfekcji dopracowali Józefa - będąca tej zimy w siódmym miesiącu ciąży - i jej mąż Wojtek, którzy wraz z dwoma synami, psem i kotem spali wspólnie na jednym materacu w swoim mieszkaniu na Puszczyka.

    - Drzwi balkonowe były tak nieszczelne, że do środka przez szparę wpadał śnieg – opowiada Józefa. – Dogrzewaliśmy się wtedy kuchenką gazową i grzejnikiem. Wiem - niezbyt rozsądnie - ale ciepło. Spaliśmy wszyscy razem w najmniejszym pokoju (ośmiometrowym), żeby było cieplej – wspomina.

    Dużym wyzywaniem dla Józefy było wykarmienie dwu- i czterolatka oraz siebie i męża, kiedy zabrakło gazu i wody. – Chodziłam wtedy do przyjaciół na Sonaty, gotowałam u nich i wracałam z garnkami z jedzeniem. Gorzej było z myciem, można by było stopić śnieg, ale nie było jak – mówi.

    Józefa i Wojtek, także pamiętają tego wyjątkowego sylwestra. Oni też nie spodziewali się, że wracając od przyjaciół z Dolinki Służewieckiej nie dadzą rady pociągnąć sanek z synami, bo śnieg był już do kolan. – Starszy syn postanowił wtedy sprawdzić czy rzeczywiście język przymarznie mu do zimnej klamki. Przymarzł. Na szczęście skończyło się na małej rance – opowiada Józefa.

    Józefa miała wyznaczony termin porodu na luty. Pierwszy „alarm” był 15 lutego, kiedy korzystając z uprzejmości sąsiada - pana Marka – została zawieziona w nocy do szpitala na Madalińskiego. – Pan Marek otworzył Wojtkowi drzwi zupełnie zaspany i podał mu dwie puste butelki po mleku, bo myślał, że to mleczarz – wspomina Józefa.

    Drugi, tym razem ostatni alarm, nastąpił kilka dni później. Józefa i Wojtek nie chcąc kłopotać po raz kolejny sąsiada ruszyli do szpitala autobusem 502. – Nie było miejsc siedzących, więc trzymałam się mocno uchwytu i prawidłowo oddychałam – śmieje się Józefa.

    Para szczęśliwie złapała później taksówkę i mały Jonasz przyszedł na świat w szpitalu, a nie w autobusie.

    - Czuliśmy się trochę jak pionierzy na Dzikim Zachodzie - puentuje Józefa.

    I trudno się z nią nie zgodzić. Pierwsi mieszkańcy Ursynowa nie mieli łatwo, ale za to jakie mają teraz wspomnienia!

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 302

    • 177
      BARDZO PRZYDATNY
    • 28
      ZASKOCZONY
    • 31
      PRZYDATNY
    • 30
      OBOJĘTNY
    • 11
      NIEPRZYDATNY
    • 6
      WKURZONY
    • 19
      BRAK SŁÓW

    14Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~łoldi 14 2 miesiące temuocena: 100% 

      Oj widzę, że niektórzy mają słabiutką pamięć. Ja w 1978/79 chodziłem do szkoły podstawowej ale doskonale pamiętam, że żadnych 500-tek jeszcze wówczas nie było. Więc nie mogła jechać w 1979 roku żadnym 502. Te numery pojawiły się dopiero w latach 1985/86. Jedyną linią przyspieszoną jadącą z Ursynowa do Centralnego ul. Niepodległości była chyba 492, później dołączyła linia 451. Ponadto ul Puławską jeździły wówczas linie pospieszne A i U, którymi również można było dojechać do Madalińskiego. Mieszkałem wówczas na Służewie nad Dolinką i pamiętam jak 492 i 451 zmienili na 502, 504, 508 które jeździły z różnych części Ursynowa al. Niepodległości do Centralnego i to było te parę lat później. Więc dziwię się jak ktoś pisze, że w 1979 roku jechał 502 na Madalińskiego.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 2 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~plo 13 2 miesiące temuocena: 100% 

      Dokładnie tak, z Ursynowa wtedy jeździły tylko 192, 192 bis i 492 i tylko 492 jechało dalej niż do Dworca południowego. U wystartowało chyba dopiero wiosną 1980, albo 81 i najpierw jeździło z Ursynowa północnego aż na Plac Wilsona, potem zmienili trasę na Ursynów Południowy. A do Północnego przedłużyli z kolei trasę A, które wcześniej kończyło na Dworcu Południowym.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 1 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Krystiax 12 2 miesiące temuocena: 60% 

      Zarząd mamy z komuny to i może zima będzie XD

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 3 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~1953 11 2 miesiące temuocena: 50% 

      jakiś tu prawdziwek bredzi

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 2 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~lol 10 2 miesiące temuocena: 100% 

      Co ciekawe tak wielki kataklizm, pomimo prostoty warunków bytowania oraz niedostatków demokracji, nie przyniósł ofiar śmiertelnych. Dzisiaj trup ściele się gęsto już przy pierwszych przymrozkach.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 8 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Mroz 9 2 miesiące temuocena: 45% 

      A teraz tylko wyzwiska od slojow przez warszawiunow

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 6 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~pol 8 2 miesiące temuocena: 75% 

      Nie jestem warszawiunem ,tylko Warszawiakiem. Nigdy nie wyzywałem kogoś tylko dlatego,że nie jest stąd - ja też wyjeżdżam poza Warszawę na weekend będąc gościem w niejednej miejscowości. Mam dwóch najbliższych przyjaciół (Warszawian z dziada pradziada) ,których żony są z Podkarpacia i Bydgoszczy. Także uśmiechnij się ,a jak ci nie pasuje ,to wracaj do siebie i nie mierz wszystkich jedną miarą.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 9 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~om 7 2 miesiące temuocena: 17% 

      Pol, rozumiem, ze osoba ktora chodzila do szkoly w jakich Psikutkach moze nie wiedziec, ze warszawiak czy paryzanin pisze sie mala litera, jednak epatowanie przez (prawdziwego) warszawiaka bledami ortograficznymi pierwszego stopnia jest kompromitujace.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 1 5 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Nedza 6 2 miesiące temuocena: 25% 

      Jestescie polaczkami. Nie wazne skad, czy warszawy czy jakiegos grajdolu. Jestescie naznaczeni polskoscia i nic tego nie zmieni. Jestesmy grajdolem europy.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 1 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~bez kaleson ale z wigorem,,, 5 2 miesiące temuocena: 83% 

      w dzisiejszych czasach to dopiero sie zyje,natura "pierdnie kichnie" klikad dni nie ma pradu,samoloty odwolane,pociagni tez woda nie plynie bo nie ma pradu ale kalesony maja wszyscy i co z tego.

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~Reminiscent 4 2 miesiące temuocena: 83% 

      Wiecej zimy nie bedzie i dzieci sie nie pobawia. Klimat sie ociepla I now pojdziemy na Sanki

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 5 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~yoko 3 2 miesiące temuocena: 100% 

      dzieci się pobawią - na tablecie. Bo inaczej już nie potrafią !

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 2 0 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~PapaSmerf 2 2 miesiące temuocena: 73% 

      To były czasy i sytuacja. Szkoda, że tak mało fotek!!! :)

      Edytowany: 2 miesiące temu

      odpowiedz oceń komentarz 8 3 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~pol 1 2 miesiące temuocena: 37% 

      Chyba nie chcesz powiedzieć stare dobre czasy. Wolę pluchę w wigilię teraz,niż cudowne zimy w komunie,która głodziła i terroryzowała własny naród

      Edytowany: 2 miesiące temu

      oceń komentarz 7 12 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.2604 sekundy
    REKLAMA