REKLAMAA1 AUCHAN 01.07.2022 - 31.12.2022
    ARTYKUŁY IMPREZY FIRMY
    wydrukuj podstronę do DRUKUJ17 kwietnia 2022, 08:26 komentarzy 7

    (archiwum)

    Od półtora miesiąca w Arenie Ursynów wolontariusze żywią i pomagają uchodźcom z Ukrainy. Wśród nich Agata Gawska, mieszkanka Ursynowa. Z niczego zbudowała kuchnię wydającą kilkaset posiłków dziennie. Organizuje pracę wolontariuszy, przyjmuje dary od mieszkańców. To dzięki pracy osób takich jak ona Ukraińcy nazywają ośrodek w Arenie "Sheratonem". Nam pani Agata opowiada o tym, jak wygląda pomoc od środka i o tym, dlaczego nie jest w stanie rozmawiać z uchodźcami o wojnie.

    Kim Pani jest na co dzień? Co Pani robi zawodowo?

    Na co dzień jestem ekspertką i badaczką z dużym doświadczeniem managerskim. Działam na rzecz równych praw osób z niepełnosprawnościami, zajmuję się dostępnością oraz rynkiem pracy osób z niepełnosprawnościami.

    I co taka osoba robi w ośrodku dla uchodźców w Arenie Ursynów? Jak Pani tu trafiła?

    Zgłosiłam się do urzędu miasta, jako wolontariuszka, z informacją, że chciałabym pomagać w sprawach związanych z wydawaniem posiłków. Kocham kuchnię, kocham gotować. Pomyślałam, że to będzie najwłaściwsze dla mnie. Zostałam zaproszona na pierwszy dyżur, gdy jeszcze stał foodtruck na zewnątrz „Areny”…, a później przenieśliśmy się do środka. Zbudowaliśmy od nowa kuchnię, którą obecnie mamy w szatni hali sportowej.

    Z czasem tę kuchnię udało się ulepszyć – pozyskaliśmy kuchenkę mikrofalową, warnik do podgrzewania wody, „Arena” odkręciła nam wieszaki, które były w szatni i wstawiła regały, na których trzymamy produkty.

    Nie ma tu warunków do gotowania, to kwestia bezpieczeństwa naszych gości, więc nie gotujemy. Ciepłe posiłki mamy albo z pobliskiego przedszkola z ul. Hirszfelda, albo z Przedszkola nr 412 skąd dostajemy zupy. Również restauracje przywożą nam jedzenie całkowicie za darmo. Zgłosiły się do miasta, do „Areny”, do mnie. Mnie samej też udało się pozyskać takich dostawców.

    Na co uchodźca może liczyć, trafiając do Areny Ursynów?

    Na wszystko. I to wcale nie przesada! Zabezpieczamy potrzeby żywieniowe wszystkich. Także osób, które np. nie jedzą mięsa – zawsze mamy zupę wegetariańską. Mamy lodówkę z produktami wegańskimi, bezglutenowymi. Dla tych, którzy lubią mięso – mamy oczywiście mięso.

    Nie wierzę, że wszystko udało się tak zorganizować!

    Naprawdę się udało. Jestem pod ogromnym wrażeniem przede wszystkim mieszkańców Ursynowa. To co wrzucamy na „Kartkę z Areny” (internetową listę aktualnych potrzeb – dop. redakcji) właściwie zaraz się zjawia i nie ma z tym problemu. Trwa to już ponad miesiąc i cały czas się dzieje! Restauracje też stanęły na wysokości zadania. Wiemy już też, co lubią nasi goście, a czego raczej nie jedzą.

    Były „wpadki” kulinarne?

    Tak. Na przykład popularnością nie cieszyła się zupa z zieloną soczewicą. Z kolei nasi wolontariusze przychodzili po dokładkę! To pokazuje, jak różne mamy smaki i różną kuchnię od Ukraińców. Niby to nasz sąsiad, ale kulturowo się różnimy. 

    Za to podczas ostatniego miesiąca w Arenie wydawaliśmy niespożyte ilości tostów oraz parówek! W pierwszym miesiącu wydaliśmy tyle parówek, że jak policzyłam, moglibyśmy dwukrotnie okrążyć nimi Arenę Ursynów. To kwestia nawyków żywieniowych naszych gości. Można powiedzieć, że u nich dominuje jeszcze kuchnia, która u nas była w latach 80.

    Mimo wszystko staramy się, by te posiłki były urozmaicone, odżywcze, zdrowe, by zupy były pełne warzyw, bogate. Przygotowane jak najlepiej i smaczne, wzbudzamy zainteresowanie nowymi smakami. Większość uchodźców dziękuje - mówi „oczeń wkusno” – „bardzo smaczne”. Wiem, że krąży już o nas na mieście legenda. Nazywają nas „Sheratonem”, że dajemy dobrze zjeść!

    Jak udaje się zapewnić tak dużo świeżych produktów dla setek osób? To logistycznie bardzo trudne.

    Nie było to łatwe, ale udało się! Na początku zdobyliśmy 6 lodówek, później dostaliśmy kolejne trzy. To w nich przechowujemy świeżą żywność. Oczywiście dużo jedzenia dostarczają mieszkańcy - korzystamy ze wspomnianej „Kartki z Areny”. Osoby znające się na rozwiązaniach IT, które sympatyzują z „Areną”, pomogły nam stworzyć narzędzie do inwentaryzowania produktów. Znamy bieżące stany magazynowe – jak ludzie wchodzą na link „Kartki z Areny”, widzą, co jest w danym momencie potrzebne.

    Jak duża grupa pracuje z Wami? 

    Na co dzień jest kilku-kilkunastu wolontariuszy na określonych zmianach Ja koordynuję kuchnię, pomaga mi Krzysiek z Madzią – małżeństwo, które poznałam na swoim pierwszym „arenowym” dyżurze, ciągniemy to razem. Jest też Berenika, która zajmuje się magazynem chemii i ciuchami. Tam też mamy całą listę – wszystko policzone i spisane jak w dobrze działającym magazynie. Jest też grupa, która pomaga nam wstawiać posty, aktualizować „Kartkę z Areny”, przejmować kontakt z osobami, które się zgłaszają. Jest też „zespół” IT, który tworzy narzędzia, na których pracujemy. To wszyscy wspaniali ludzie!

    Zaskakujące jest dla mnie to, ile jest zaufania w tym wszystkim! Tu przez ten cały czas nic się nie stało, nikt nikogo nie oszukał. Zaufanie jest na niespotykanym poziomie!

    Obserwując Wasze działania, podziwiam to pospolite ruszenie. O nas, Polakach, zawsze mówiło się, że nie jesteśmy skorzy do współpracy, nie jesteśmy łatwi w tej współpracy…

    To mnie zaskakuje cały czas. Choć z tą współpracą bywa różnie i są chwilę, kiedy w grę wchodzi bardziej wydawanie dyspozycji, by dać radę podołać wyzwaniom. W tej chwili, gdy w „Arenie” mamy około 30 uchodźców, można pozwolić sobie na pewien odpoczynek. Ale gdy mieliśmy ponad 200 osób, gdy co kilka godzin przyjeżdżały transporty… wtedy trzeba było działać błyskawicznie. Jeśli w środku nocy przyjeżdżały osoby, które nie jadły przez wiele godzin i szybko trzeba było wydać gorącą zupę, to nie ma czasu na dyskusje. Wtedy w grę wchodzi dyrygowanie, jak w wojsku. Ty wydajesz to, Ty coś innego, Ty podgrzewasz zupę, Ty sprzątasz stoły.

    Nie śni się Pani po nocach, że czegoś zabraknie, albo nie będziecie w stanie wydać jedzenia wszystkim potrzebującym?

    Cały czas mi chodzą takie myśli po głowie! Ale w rzeczywistości jeszcze się to nie zdarzyło. Raczej mieliśmy nadwyżki, którymi dzieliliśmy się z Torwarem czy z dworcami. Ostatnio odstawiamy też słoiki z jedzeniem do ursynowskiej jadłodzielni przy ratuszu. I powiem szczerze, że te produkty znikają od razu, co pokazuje, że ludzie są w potrzebie.

    Nie widzę też na razie jakiegoś mocnego osłabienia chęci pomocy. Mam kontakty do wielu restauracji, które w razie czego mogą nas poratować. Mamy też stałych dostawców, np. lokalną restaurację, która dowozi codziennie tyle, ile może. Są to dwa boxy, ale one są regularnie!

    Dobrze, że zaczęła się pojawiać pomoc systemowa ze strony miasta. To musi tak być, bo sami wolontariusze nie dadzą rady. W pamięci mam zawsze, że jak wrzucę na „Kartkę”, że potrzebuję 20 kg bananów to maksymalnie w godzinę je mam! To jest bardzo fajne! Darczyńcy mówią, że przed wyjściem na zakupy wchodzą na link i sprawdzają, co jest nam potrzebne. Przychodzą też ludzie do recepcji „Areny”, pytając co przynieść, bo właśnie jadą na zakupy. 

    Mamy już stałych darczyńców. Wspaniale, że to są całe rodziny, ludzie z dziećmi. Zrobienie takich zakupów i przywiezie ich tutaj to doskonała lekcja wrażliwości i pomagania dla młodych.

    A co z wolontariuszami? Czy oni się nie wykruszają?

    Na razie nie mamy bardzo dużych problemów ze zmianami, ale rzeczywiście wolontariuszy jest zdecydowanie mniej niż na początku. To dla mnie naturalne, że liczba pomagających maleje po takim czasie. Ja też jestem zmęczona, też sama normalnie pracuję, mam rodzinę. Są tu wolontariusze, którzy po pracy przychodzą do nas 2-3 razy w tygodniu na zmianę od godz. 18 do 24 na kuchnię. Czyli - są cały dzień w pracy, przychodzą tutaj i są do północy, a rano znów idą do pracy… Na dłuższą metę jest to męczące – pod względem fizycznym i psychicznym - tak więc rozumiem, że ktoś nie chce tu przyjść.

    Jak wygląda praca wolontariuszy?

    Najciężej jest na kuchni, bo na kuchni jest zawsze ciężko! Bez względu na to, ile jest osób, ludzie są głodni o różnych porach. Gdy mamy przyjazdy uchodźców, każdy wolontariusz oprowadza ich, pokazuje łóżko, gdzie są prysznice, gdzie można pobrać sobie ubrania. To nie jest mit, że są to osoby, które nie mają ze sobą niczego. To prawda!

    Dużo ostatnio mówi się o tym, że ta pomoc wisi głównie na organizacjach społecznych oraz na samorządach. Czy widzicie wsparcie ze strony władz dzielnicy, Warszawy lub rządu?

    Bardzo duża rzesza wolontariuszy to zwykli ludzie, niezrzeszeni w żadnej organizacji czy instytucji. To mieszkańcy Ursynowa i Warszawy, którym się chciało. Na pewno duże wsparcie jest ze strony dzielnicy. To mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie. Z burmistrzem załatwienie sprawy to kwestia jednego telefonu. Również doskonała jest ekipa zarządzająca Areną Ursynów. 

    W ostatnim czasie spora część towarów przychodzi do nas od dzielnicy i miasta, a więc mniej pomocy jest potrzebne od mieszkańców. I to jest bardzo pozytywna zmiana. Natomiast, muszę powiedzieć, że ja nie odnotowałam wsparcia rządu. Na przykład część lodówek pozyskałam sama, pozyskała dzielnica, burmistrz i od miasta. Ja naprawdę nie widzę pomocy rządowej.

    Staracie się zapewnić wszystko, co jest potrzebne. Widziałem, że w „Arenie” powstał nawet… mini salon fryzjerski. Jak do tego doszło?

    Napisała do nas dziewczyna, że ma znajomego fryzjera, chętnego do pomocy, więc od razu podłapałam temat. Szef „Areny” zorganizował lustro, odpowiedni fotel. Było dużo chętnych do tej usługi. Fryzjer obsłużył ponad 20 osób – pracował od godz. 9 do 22. Musieliśmy stworzyć listę kolejkową.

    Oczywiście usługi fryzjerskie nie miały na celu farbowania włosów czy wykonania wymyślnych fryzur. To była usługa, która pozwalała poczuć się naszym gościom w miarę normalnie. To była dla nich namiastka normalnego życia. Chwila zapomnienia.

    Wielu nie wierzy, że ci ludzie przyjeżdżają bez dobytku, bez ubrania i głodni…

    Naprawdę tak jest! Naprawdę są to osoby bardzo doświadczone przez wojnę. Przejawia się to choćby w postawie ciała, przygarbieniu, zdołowaniu. Nieraz mija kilka dni, zanim ktoś ma na tyle odwagi, by przyjść i poprosić o zupę. Nieśmiało podchodzą, kręcą się, pytają czy to naprawdę za darmo. Nie wierzą troszkę, że jest tego aż tyle, że dostaną łóżko, jedzenie, walizkę, z którą pojadą dalej…

    Ja widziałam, w jakim stanie ci ludzie do nas przyjeżdżają, jacy oni są zmęczeni, brudni. Jechali np. 5 dni, a wcześniej dwa tygodnie siedzieli w schronie bez wody, bez jedzenia, bez niczego… Spora część uchodźców patrzyła na jedzenie i nie mogli początkowo jeść.

    Mieliśmy w „Arenie” dwójkę dzieci z głęboką niepełnosprawnością. Mieliśmy panią głuchą z małym dzieckiem. Staram się pozyskać dla nich miejsce docelowe. Pani Julia z dziećmi trafiła w okolice Wrocławia do organizacji pozarządowej, kobieta niesłysząca trafiła pod Lublin do wyspecjalizowanego ośrodka. Każda z tych osób, które tu trafiają, potrzebuje zaopiekowania, każda doświadczyła wojny.

    Rozmawia Pani z uchodźcami o wojnie?

    Staram się jak najmniej, bo są to bardzo trudne rozmowy. Trudno opanować emocje… (łzy w oczach – dop. redakcji). Ale jak się wojna skończy, to pojadę zwiedzać Ukrainę! Mam tyle zaproszeń i przyjaźni! Mam przyjechać na szaszłyki do Irpienia, czy zwiedzić Kijów.

    Oni bardzo wierzą, że to się szybko skończy i wrócą na Ukrainę. Powtarzają, że nie chcą wyjeżdżać dalej, są tu w Polsce, bo chcą wracać do siebie, gdy będzie taka możliwość. Nieważne, że ich miasto jest zbombardowane, chcą tam pojechać. Sporo osób jedzie też do Kanady, gdzie jest bardzo duża diaspora ukraińska. Czekam właśnie na informację od seniorów, którzy czekali 4 tygodnie na wizę, żeby móc wyjechać, czy szczęśliwie dotarli.

    Od mamy z córką, która trafiła do Hamburga, wiem, że jest zadowolona. Inna mama z dwójką dzieci zamieszkała na Ursynowie. Ich historie dobrze się kończą, są w dobrych miejscach i są zadowoleni!

    Czy są też osoby, które mają bardzo traumatyczne przeżycia, przeżyły bombardowania, widziały porozrzucane po pożodze wojennej ciała?

    Tak, tak! (zawiesza głos). Są takie osoby, dlatego staram się rozmawiać o neutralnych tematach. Na początku mojej pracy tutaj bardzo przejmująca była cisza. W sali przebywało ponad 200 osób, a panowała kompletna cisza! Widać było, że nie byli jeszcze gotowi, by między sobą porozmawiać o tym, co przeżyli, a co dopiero z nami. To było bardzo przejmujące i poruszające doświadczenie. Wchodzi się do sali i jest cisza…

    Jest taka historia, która szczególnie Panią wstrząsnęła?

    Tak, ale wiem, że dziewczyny są już w dobrym miejscu i są zadowolone. To była sytuacja, która doprowadziła mnie do bardzo dużych łez – nie jestem gotowa, by nawet teraz o tym nawet mówić…

    Co o Ursynowie, o mieszkańcach naszej dzielnicy mówi to wszystko, co tutaj się dzieje?

    Ja nie pochodzę z Warszawy, jest z niej mój mąż. Nigdy też nie chciałam mieszkać na Ursynowie. Natomiast teraz myślę, że jest to wspaniałe miejsce. Jestem pod absolutnym wrażeniem naszych mieszkańców!

    Nasi goście z Ukrainy też są bardzo wdzięczni. Zawsze proszą, by przekazywać, że było wszystko super, że czuli się zaopiekowani. Naprawdę są bardzo, bardzo wdzięczni Polakom.

    Co powiedziałaby Pani hejterom, trollom, którzy w mediach społecznościowych piszą: „Już dość pomagania Ukraińcom, są też polskie dzieci, polska bieda” itp.?

    Jeden powie, że cierpią zwierzęta, inny, że polskie dzieci, jeszcze inny – że uchodźcy z Ukrainy. Ja uważam, że jeśli ktoś nie chce pomagać, to niech nie pomaga. Ale ja bym się z uchodźcami nie zamieniła. Mam trójkę dzieci i nie wyobrażam sobie sytuacji, które oni przeżyli. Że uciekam przed bombardowaniem, przed wojną, wszystko muszę zostawić i martwić się, czy ktoś nam pomoże, gdzie będziemy mieszkać... Ja bym się nie zamieniła!

    Powtórzę, jeśli ktoś nie chce pomagać – nie ma problemu. Jeśli ktoś uważa, że nasze dzieci wymagają wsparcia – jest tyle organizacji, które niosą pomoc i potrzebują wolontariuszy – zapraszam do pomocy. Każdy może pomagać, tak jak może i chce!

    Rozumiem też, że nie każdy chce przyjść tu, do „Areny”, bo to nie jest łatwe, ale jeśli ktoś może wpłacić 10 czy 20 zł na organizację pomocową, to niech to zrobi albo niech zrobi zakupy i przyniesieni do „Areny”. Fryzjer powiedział nam, że nie ugotuje posiłku, ale obetnie włosy. Ludzie od IT robią nam narzędzie do komunikacji i w ten sposób niosą pomoc. Każdy może coś zrobić. Zdajemy egzamin jako Polacy!

    Dziękuję za rozmowę.

    Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 129

    • 107
      BARDZO PRZYDATNY
    • 6
      ZASKOCZONY
    • 8
      PRZYDATNY
    • 2
      OBOJĘTNY
    • 0
      NIEPRZYDATNY
    • 2
      WKURZONY
    • 4
      BRAK SŁÓW

    7Komentarze

    dodaj komentarz

    Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).
    Uwaga! Komentarze ukazują się dopiero po moderacji przez redakcję.

    Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    • ~Szulim-Bu-Bu 7 6 miesięcy temuocena: 50% 

      Krzepiący wywiad., szacun dla tej dzielnej Pani i wszystkich, którzy pomagają. Może uhonorować restauracje dostarczające żywność odpowiednimi plakietkami? Ech, gdyby wszyscy ludzie dobrej woli...

      Edytowany: 6 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 1 1 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~MrFrosty 6 7 miesięcy temuocena: 75% 

      brawo dla wszystkich wolontariuszy i innych niosących bezinteresowną pomoc!!

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 6 2 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~doktorek 5 7 miesięcy temuocena: 76% 

      "Co powiedziałaby Pani hejterom, trollom, którzy w mediach społecznościowych piszą: „Już dość pomagania Ukraińcom, są też polskie dzieci, polska bieda” itp.?" Nie każdy, kto kwestionuje pewne formy pomocy, jest hejterem, zwłaszcza że i władze rządowe, i samorządowe są nadgorliwe. Przykład? Darmowe przejazdy dla wszystkich z ukraińskim paszportem (tak stanowi zarządzenie prezydenta miasta). Uchodźcy - rozumiem. Ale dlaczego za komunikację mają nie płacić migranci ekonomiczni, którzy żyją tu 5, 10 lat, normalnie pracują i zarabiają?

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      odpowiedz oceń komentarz 25 8 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~doktorek 4 7 miesięcy temuocena: 74% 

      Nareszcie ktoś poszedł po rozum do głowy: darmowe przejazdy przysługują już tylko uchodźcom, a nie każdemu z ukraińskim paszportem.

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      oceń komentarz 20 7 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~doktorek 3 7 miesięcy temuocena: 76% 

      Osoby minusujące bardzo proszę o odpowiedź na ostatnie pytanie.

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      oceń komentarz 13 4 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~aaa 2 7 miesięcy temuocena: 24% 

      A jak kontroler ma sprawdzić czy osoba jest uchodźcą czy mieszka tu kilka lat? Tu nie chodzi o to by wieloletni migranci jeździli za darmo tylko o szybki proces weryfikacji, który może wykonać kontroler biletów. Wystarczy chwilę pomyśleć, to nie boli.

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      oceń komentarz 5 16 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    • ~doktorek 1 7 miesięcy temuocena: 78% 

      @aaa: Widzę, że myślenie jednak boli. Weryfikacja jest bardzo łatwa: uchodźca ma zazwyczaj w paszporcie pieczątkę z datą 24 lutego lub późniejszą.

      Edytowany: 7 miesięcy temu

      oceń komentarz 14 4 wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    Artykuł załadowany: 0.3429 sekundy
    REKLAMAA2 KUCHAREK6  26.11.2022 - 25.02.2023